O skandalu, jaki miał miejsce podczas audycji w Radiu Gorzów, już pisaliśmy. Były poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a obecnie członek zarządu województwa lubuskiego Tadeusz Jędrzejczak, miał w grubiański sposób zachowywać się w stosunku do radnego PiS z Gorzowa Wielkopolskiego Roberta Anackiego. Skontaktowaliśmy się z Anackim, by poznać kulisy tej rozmowy. Niektóre jej szczegóły są naprawdę szokujące. Jak podkreśla Anacki:

"Pan Jędrzejczak znany jest z grubiaństwa i wycieczek personalnych. W lokalnej polityce nierzadko ignorujemy jego butę, niemniej w obecnej sytuacji została przekroczona granica. Wszystko zaczęło się od wejścia przeze mnie do studio, kiedy to usłyszałem coś w stylu "o jest pisiorek", ale to akurat zwyczajowe "żarty" tego Pana, ale nie tylko. Zdarza się, że podobne zaczepki padają również z ust członków PO czy Koalicji Obywatelskiej - niemniej trudno się obrażać na takie epitety - przy braku argumentów merytorycznych stało się to normą"

Okazało się, że jeden z wątków rozmowy dotyczył... Stefana Niesiołowskiego i ostatniej seks-afery związanej z politykiem Platformy Obywatelskiej. Wspomnienie o Niesiołowskim miało sprawić, że były poseł SLD zaczął niewybrednie żartować.

"W trakcie tej samej rozmowy Pan Jędrzejczak w swoim stylu mówił o "jurnym Stefanie". Przypomniałem słowa Pani Poseł Sibińskiej, że w 2015 roku podczas wyborów do parlamentu nierzadko mówiła: "jestem dumna z tego, że Pan Niesiołowski startuje z list PO w woj. lubuskim". Kiedy to przypomniałem i zapytałem czy nadal jest dumna - wtedy Pan Jędrzejczak wypalił w grubiański sposób przyozdabiając swoją wypowiedź w kolokwializmy o tym, "że pewnie mu zazdrościsz, zazdrościcie jurności" i "jak bym nie biegał na klęczkach po biskupach to ....." i tam jakieś swoje żarciki, zaczepki. Wyszedł wtedy do pokoju obok kiedy to mówił, więc nie do końca zrozumiałem końcówkę"

- opisuje Robert Anacki.

Najgorsze wydarzyło się jednak w przerwie audycji. Między pierwszą a drugą częścią Tadeusz Jędrzejczak miał obrazić radnego Roberta Anackiego. Oddajemy głos samemu zainteresowanemu.

"Już w pierwszej części audycji trwały personalne wycieczki - w moją stronę, czy nawet redaktora. Niemniej - to co usłyszałem w przerwie przeważyło o moim wyjściu. Kiedy rozpoczęliśmy dyskusję w jakimś temacie pobocznym, Pan Jędrzejczak wypalił, że "Ty Anacki to jesteś jednak debil, dureń bez matury". Odpowiedziałem, że zachowuje się jak cham, prostak i że nie mam zamiaru z nim na tym poziomie dyskusji prowadzić. Wszystkim było głupio, redaktor prosił o wstrzemięźliwość - i jak zwyczajowo w przerwie trwa jakaś dyskusja między politykami tak każdy "wsadził" nos w telefon i udawał, że nic się nie stało, trwała grobowa, cisza - bo jak reagować na takie zachowanie, każdy wolał to przemilczeć"

- mówi gorzowski radny PiS.

Mimo wszystko, Anacki zdecydował się zostać na drugą część audycji. Nie skończyły się jednak prowokacje jego współrozmówcy. Kiedy rozmawiano o wstrzymaniu przyjęć i zabiegów na oddziale chirurgii ogólnej i onkologicznej z powodu braku lekarzy, Anacki wytknął Jędrzejczakowi, że jako członek zarządu województwa, powinien wiedzieć, co dzieje się w wojewódzkiej jednostce. Wtedy usłyszał - "pan by nie zrozumiał, bo pan jeszcze nie jest na tym etapie".

"To przeważyło. Nie widziałem możliwości kontynuowania dyskusji - bo kontynuowanie tych prostackich zaczepek i wycieczek personalnych na antenie obraża w mojej ocenie intelekt słuchaczy - ludzie chcą się dowiedzieć co się dzieje w mieście, w ośrodkach władzy, jakie mamy stanowiska, itd. - a nie co prywatnie o kimś sądzi Pan Jędrzejczak"

- komentuje Anacki, który wyszedł ze studia w trakcie audycji.

Gorzowski radny podkreśla, że nie ma żalu do Radia Gorzów, na antenie którego toczyła się zażarta dyskusja. Jednocześnie ujawnia kulisy spotkania, do jakiego doszło tuż po audycji. Polityk SLD miał się usprawiedliwiać, mówiąc, że "taka jest polityka". A przecież jeszcze niedawno - m.in. po gdańskich wydarzeniach - właśnie z taką polityką wszyscy chcieli skończyć.

"Nie mam żalu do redaktora, wręcz przeciwnie - zrobił co mógł - był prowokowany, wielokrotnie prosił o zachowanie poziomu dyskusji - nie czynił tego ad personam, gdyby zareagował inaczej i zwrócił uwagę Panu Jędrzejczakowi - dzisiaj lewica miałaby wodę na młyn, że jest traktowana w sposób niewłaściwy, nierówny - moje wyjście spowodowało, że Pan Jędrzejczak próbował się tłumaczyć na antenie i było słychać, że zrozumiał iż przekroczył granicę dobrego smaku. Po wywiadzie, czekając na płaszcz, usłyszałem od Pana Jędrzejczaka - "żebym się tak nie obrażał, że taka jest polityka". Cóż, Pan Jędrzejczak usłyszał moją ocenę "takiej" polityki - rozeszliśmy się do domów"

- mówi Robert Anacki.

Na koniec, radny PiS z Gorzowa Wielkopolskiego mówi, że takie zachowanie może celowym działaniem tzw. "totalnej opozycji".

"Przy braku argumentów, merytorycznych propozycji - w mojej ocenie koalicji PO-PSL-SLD-N nie zostało nic innego, jak właśnie podgrzewanie emocji wyborców. Tak niestety Polski, w której młodzi ludzie mojego pokolenia będą chcieli zakładać rodziny, firmy, pracować nie zbudujemy - dlatego z chamstwem, butą, prostactwem trzeba walczyć i w mojej ocenie nazywać rzeczy po imieniu - tak też zrobiłem"

- kończy.