Trzecia część "Planety singli" nie jest, rzecz jasna, komedią dla widzów o wysublimowanych gustach. To wciąż - tylko i aż - wesoła opowieść o bohaterach medialnej Warszawy, tym razem jednak okraszona zajrzeniem za kulisy rodzinnych problemów bohaterów: z rodzicami, teściowymi i rodzeństwem na czele. Niewiele w tym jednak emocji i realnych dramatów czy kłopotów; i to największy zarzut; a nawet jeśli one rysują się na horyzoncie, to podane są w sosie uśmiechów i przekonania o "fajności". 

Ale podobnie jak w poprzednich dwóch częściach twórcom udało się przynajmniej kilkukrotnie zerwać z mechanizmami, jakie niszczą niemal każdą polską komedię romantyczną, a więc głupimi, prostackimi żartami, przewidywalnością scenariusza i dziurami w fabule. Akina i Chaciński potrafią zabawić się z widzem - i to dosłownie, po prostu ciesząc się zwrotami akcji i tym, jak płyną losy bohaterów. Tej oryginalności i przełamywania schematów jest jednak o wiele mniej niż w poprzednich dwóch odsłonach "Planety singli". Zaskakująco często jak na tych twórców i tę serię na ekranie pojawiają się role, dialogi i wątki, które nie tylko nie bawią, ale wprawiają widza w jakiegoś rodzaju zakłopotanie. Dorzucenie do obsady Marii Pakulnis, Bogusława Lindy czy Borysa Szyca dodaje nieco pikanterii, ale ich role nie są naładowane choćby cieniem napięcia. Jak zwykle solidnie wypada Piotr Głowacki, ale do tego na szczęście jesteśmy przyzwyczajeni.

Szkoda, ale widać w tym wszystkim wokół "Planety singli 3" jakiś pośpiech, pójście na skróty - zamiast zgrabnej zabawy dowcipem, słowem i mrugnięciem okiem do widza (na co przecież stać autorów serii, bo udowodnili to wcześniej), coraz częściej korzystano z żartów na poziomie rynsztokowych skojarzeń (gag z seksualną "zabawką dla psa" był czymś koszmarnym). Przez pierwszą godzinę filmu na ekranie nie dzieje się przesadnie nic; jest to raczej przeciągane na siłę przedłużanie pierwszych części trylogii, odcinanie kuponów od sukcesu produktu, który był (i w sporej mierze pozostał) niezłą rozrywką. Fabuła rozkręca się, gdy w końcu - po wielu dziwnych perypetiach - udaje się ruszyć z weselem, gdzie wyczuwalny na kilometr jest klimat z filmu Wojciecha Smarzowskiego. Sporo tam absurdów, ale widz, który kupił poetykę "Planety singli" odnajduje się w tej atmosferze, nawet wtedy, gdy w wątku Tomasza Karolaka pojawia się dialog z... dębem. Zjadliwe, tym bardziej, że raz po raz autorzy "Planety singli" dodają gaz do dechy: i ten scenariuszowy, i muzyczny. 

Aktorzy, reżyserzy i scenarzyści "Planety singli" przyzwyczaili nas jednak do czegoś więcej niż tylko niezłych momentów. Trochę szkoda, że ta historia, z tak dużym potencjałem (o czym świadczą choćby kolejne wyniki frekwencji) została sprowadzona do tego poziomu. Odcinanie kuponów niemal nigdy nie jest niczym dobrym, tym bardziej gdy dzieje się to tak szybko. Zbyt jaskrawo widać i czuć, że trzecia część serii została napisana i nakręcona na kolanie. Niemniej jednak zafascynowani losami Ani i Tomka powinni bawić się nieźle, ale trzeba też przygotować się na pewne poczucie niedosytu. 
 

Ocena: 6/10