W programie "W punkt" Katarzyna Gójska powróciła do tematu upublicznionego nagrania rozmowy Jarosława Kaczyńskiego dotyczącej budowy wieżowca, jaką planowała zrealizować spółka Srebrna.

Inwestycja miała powstać na własnej nieruchomości, jednak z przyczyn politycznych nie mogła zostać zrealizowana. Okazało się bowiem, że w Warszawie, na własnej ziemi mogą budować tylko ci, których pod względem politycznym akceptuje Platforma Obywatelska. Jak mówiła Katarzyna Gójska, "jeśli masz takie poglądy, które podobają się Platformie, to będziesz mógł korzystać ze swojego prawa własności, a jeżeli nie masz - to nie".

Tę kwestię skomentował w programie "W punkt" Jan Pietrzak, wykazując ironicznie, że "działki są po to, żeby handlował nimi ratusz".

Warszawa nie jest przyzwyczajona do tego, żeby ktoś na własnej działce coś budował.  Działki są po to, żeby nimi handlował ratusz. Po tą są działki, po to są kamienice, żeby obecni właściciele Warszawy, samorządowcy, robili na tym interesy. Tak było, taka jest rutyna, a tu raptem ktoś mówi, że ma działkę i chce coś zbudować

- mówił, zaznaczając jednocześnie, że spodziewał się, iż "nic z tego nie wyjdzie". Ponieważ wygrała "ta sama ekipa" - "ciąg dalszy pani Gronkiewicz Waltz".

Ja z nimi miałem takie doświadczenia, że chciałem postawić pomnik ale na pomnik nie znalazło się miejsca

- dodał.

Chodzi o pomnik Bitwy Warszawskiej, którego budowę od lat stara się przeforsować Jan Pietrzak.

Pomnik Bitwy Warszawskiej nie jest sprawą banalną i trzeba się przy tym upierać (...) Ten pomnik jest niezbędny nie tylko ze względu na uhonorowanie bohaterów przeszłości, ale również na przyszłość Polski. jak przyjeżdża ktoś do warszawy i widzi symbol - pałac Stalina, to inaczej z nami rozmawia niż jak będzie widział symbol polskiego zwycięstwa nad bolszewikami

- przekonywał. 

Wracając zaś do taśm, Pietrzak wykazywał, gdzie leży prawdziwy problem.

Problem z taśmami polega na tym, że od lat szermują różne media tymi taśmami, nagranymi z Rostowskim, Sikorskim (...) - ch..., d... i kamieni kupa, a opozycja totalna nie ma takich taśm. Oni nie mają, co pokazywać! Więc postanowili zrobić aferę taśmową - nagrać Kaczyńskiego, żeby też mieli się do czego odwoływać i teraz będą latami, a zwłaszcza do wyborów, opowiadać o taśmach Kaczyńskiego (...) A tam się pojawił miły człowiek, który rozsądnie rozmawia, bez żadnych przekleństw

- stwierdził i dodał, że to pokazuje "stan umysłu tamtego środowiska".