W Sejmie prezentowana jest informacja rządu o wątpliwościach pojawiających się wokół śledztwa dotyczącego zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza oraz funkcjonowania systemu więziennictwa i wymiaru sprawiedliwości.

Minister spraw wewnętrznych i administracji wyjaśnił, że przedstawił działania policji bezpośrednio po zabójstwie prezydenta Gdańska i niektóre z działań podejmowanych przed tym zdarzeniem "nie bez powodu".

Jestem ostatni, który chciałby unikać odpowiedzialności politycznej z racji faktu sprawowania nadzoru nad policją, ale nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że działania, które były podejmowane przez policjantów były działaniami z jednej strony profesjonalnymi, wynikającymi z obecnie obowiązujących przepisów, ale wydaje się też oczywistym, że zabrakło tutaj tego elementu dobrej wymiany informacji i dobrego kojarzenia faktów"

– ocenił minister.

Poinformował, że postępowania, które w tej chwili są prowadzone przez oficerów z Biura Kontroli Komendy Głównej Policji mają na celu "wyjaśnienie i udzielenie odpowiedzi, po pierwsze, czy nie nastąpił brak należytej staranności i należytego poprowadzenia sprawy, a po drugie, co należy uczynić, aby w przyszłości przy tego typu sytuacjach, takich zatorów komunikacyjnych albo takiego braku odpowiedniej korelacji pomiędzy poszczególnymi komisariatami nie zabrakło".

Przypomniał zarazem, że do 25 stycznia od poniedziałku 14 stycznia policjanci z cyberprzestępczości ustalili 20 osób, które kierowały groźby karalne i nakłaniały do przemocy. "Osoby te zostały doprowadzone do jednostek policji. Pięć z nich zostało aresztowanych".

Szef MSWiA podkreślił, że została dzisiaj tymczasowo aresztowana osoba, która groziła prezydent stolicy Hannie Gronkiewicz-Waltz. Była prezydent stolicy zwróciła się w tej sprawie do ministra pisemnie 15 stycznia.

Osoba dopuszczała się gróźb wobec pani prezydent. Została zatrzymana przez policję 27 stycznia, a dziś decyzją sądu została aresztowana na trzy miesiące. Niech to będzie przestrogą wobec tych wszystkich, którzy próbują tego typu sytuacje wykorzystywać do wyjątkowo niedopuszczalnych postaw i czynów"

– dodał.

Do 30 stycznia policjanci wszczęli 58 postępowań dotyczących czynów popełnionych z nienawiści oraz gróźb karalnych. 

Wracając do sprawcy morderstwa Adamowicza Brudziński poinformował, że "30 listopada do komisariatu policyjnego nr 3 w Gdańsku zgłosiła się Jolanta W., która poinformowała naczelnika wydziału operacyjnego-rozpoznawczego o jej obawach związanych z przebywaniem jej syna, Stefana W. w zakładzie karnym w Gdańsku". Przypomniał, że o szczegółach tych wątpliwości dot. zabójcy prezydenta Gdańska informował już wcześniej minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

30 listopada sporządzono telegram do zakładu karnego w Gdańsku z prośbą o podjętych działaniach w związku z weryfikacją informacji, przekazanych przez matkę odbywającego karę i jej obawach"

- powiedział Brudziński. Podkreślił jednocześnie, że "przy tym punkcie chciałby się zatrzymać, bo opinią publicznie wiadomą jest, że ta informacja wpłynęła od matki, natomiast pojawił się taki zarzut w niektórych publikacjach, że policja nie poinformowała w tej notatce do zakładu karnego o tym, że to była informacja pozyskana od matki".

Jest rzeczą oczywistą, że jest to problem źródła informacji, a po drugie, oczywiste jest, że żadna matka nie byłaby zainteresowana, żeby o tym informować, a w tym przypadku pani Jolanta W. zachowała się w sposób niezwykle odpowiedzialny"

- podkreślił szef MSWiA. Jak dodał, "tylko dlatego nie było tej informacji, wskazującej na źródło".

Joachim Brudziński podał również, że "4 grudnia do komisariatu policji w Gdańsku wpłynął telegram z zakładu karnego z informacją o podjętych działaniach", o których - podkreślił - szczegółowo informował już minister Ziobro. "Ja mogę tylko dodać, że Stefan W. nie podał, gdzie będzie mieszkał; deklarował, że opuści województwo pomorskie i będzie osobą bezdomną" - podał szef MSWiA.

Z informacji podanych przez Brudzińskiego wynika, że "6 grudnia w komisariacie policji w Gdańsku opracowany został telegram, który miał zostać przesłany do policji miejskiej w Gdańsku, z prośbą o rozpowszechnienie treści w nim zawartych". W notatce chodziło o to, że Stefan W. napadał na banki z użyciem atrapy pistoletu, a po wyjściu miał zamiar dokonać podobnego przestępstwa. Notatka wskazywała, że "w przypadku zaistnienia podobnego modus operandi, Stefan W. miał być typowany jako ewentualny sprawca" - powiedział. Brudziński zaznaczył, że trwa kontrola dotycząca tego, co działo się z tą notatką oraz, czy rzeczywiście dotarła do komend na terenie całego kraju.

Ta śmierć, jestem o tym przekonany, wstrząsnęła nami wszystkimi

– stwierdził szef MSWiA. Podał, że dzięki intensywnej pracy policji, informacje o tym, że Stefan W. wbiegł na scenę z identyfikatorem przedstawiciela mediów, okazała się nieprawdziwa.

Wszystko wskazuje na to, że niespodziewanie przeskoczył przez barierki w momencie szczególnym, w momencie finału, Światełka do Nieba, kiedy uwaga wszystkich, również, bo to trzeba powiedzieć otwarcie, nieprofesjonalnej ochrony, była skierowana zupełnie w inną stronę"

– powiedział Brudziński.

Szef MSWiA powiedział, że 21 stycznia rozpoczęła się procedura cofnięcia koncesji agencji ochrony "Tajfun".

W agencji stwierdzono szereg nieprawidłowości. Przedsiębiorca w rażący sposób naruszył warunki wykonywania działalności gospodarczej, m.in. nie weryfikował karalności pracowników ochrony oraz nie sprawdzał nadzoru nad wykonywaniem zadań przez pracowników”

- podał minister Brudziński. Dodał, że w agencji zatrudniane były osoby, które nie były wpisane na listę kwalifikowanych pracowników ochrony oraz osoby, które nie ukończyły 18. roku życia. „Osoby niepełnoletnie również były uczestnikami zabezpieczenia tego finału WOŚP w Gdańsku” - powiedział.

Brudziński przypomniał także, że już 14 stycznia ujawniono, że impreza, podczas której zaatakowano Pawła Adamowicza, nie była imprezą masową. "To jest ważna informacja (...) nie było reżimu bezpieczeństwa, który towarzyszy imprezom masowym" – powiedział.