„Oddziałami szturmowymi” nazwał kluby Gazety Polskiej Jarosław Kaczyński. Jeśli trzymać się tego bojowego nazewnictwa, to Marysia Zawadzka dowodzi oddziałem szturmowym na wyjątkowo trudnym odcinku walk, a mimo to wraz ze swym wojskiem odniosła niemałe sukcesy, a klub z kilkunastu rozrósł się do 300 osób. Opowie ona o perypetiach i przygodach klubu, który musiał podszywać się pod inne organizacje, by wynajmować sale, bo nazwa Gazeta Polska budziła przerażenie poznańskich decydentów.

A potem 32 kluby Gazety Polskiej przyczyniły się do zmiany układu sił w Wielkopolsce – w 2015 r. wybory wygrał w niej PiS, a w 2018 r. partia ta zdobyła największą ilość głosów większej ilości gmin, niż Koalicja Obywatelska! Najtrudniej jest w wielkich miastach, w tym Poznaniu, gdzie wygrywa PO, ale i tu udało się osiągnąć niemało.

To z inicjatywy klubu zawisła tablica upamiętniająca Stanisława Kasznicę, ostatniego komendanta głównego Narodowych Sił Zbrojnych. Udało się także doprowadzić do ustanowienia pięknie położonego skweru płk Ryszarda Kuklińskiego. Są też tablice upamiętniające wszystkie ofiary Katynia z regionu. Miesiąc w miesiąc klub organizował smoleńskie miesięcznice.

Do inicjatorów i przyjaciół Poznańskiego Klubu Gazety Polskiej należały postacie owiane legendą z Czerwca 1956, w tym Zofia Bartoszewska – legendarna pielęgniarka z Czerwca 1956, Stanisława Mikołajczak – ostatnia żyjąca z tramwajarek, które szły na czele pochodu i Jerzy Grabus – student, który zdobył broń i z karabinem walczył z siłami bezpieczeństwa. Klub współpracuje blisko z Węgrami, u których także w 1956 r. wybuchło powstanie. Klubowicze jeżdżą na Węgry co roku, a Węgrzy przyjeżdżają z rewizytą do Poznania.

O tym wszystkim dziś o 22.30 w Wywiadzie z chuliganem w Telewizji Republika.