Jak pisze AFP, wyzwaniem dla ruchu jest to, aby pozostał widoczny i słyszalny na ulicy, w sytuacji, gdy próbuje się tłumić gniew jego członków poprzez ogłoszoną przez prezydenta Emmanuela Macrona "wielką debatę narodową".

W ciągu ostatnich dwóch sobót w tradycyjnych protestach wzięło udział w całej Francji 84 tysiące osób i wydaje się, że protesty nasilają się po przerwie świątecznej i noworocznej. Dzisiaj demonstranci będą rozproszeni na czterech marszach zgłoszonych w prefekturze.

Rano na Polach Elizejskich zebrało się już około 150 "żółtych kamizelek". Beszir Mahroug, 42-letni elektryk z Paryża, przybył na protest 11. raz, gdyż, jak mówi, "nic się nie zmieniło. Chcemy zwiększenia zagwarantowanej płacy minimalnej (SMIC) i nie zatrzymamy się, dopóki jej nie otrzymamy. Będziemy wracać tu w każdy weekend".

Ruch "żółtych kamizelek" ogłosił w ubiegłym tygodniu, że wystawi swoich 79 kandydatów w wiosennych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Według sondaży wynika, że ich lista wyborcza znalazłaby się na trzecim miejscu, za prezydenckim ugrupowaniem Republiko Naprzód! (LREM) i Zjednoczeniem Narodowym (dawniej Frontem Narodowym) Marine Le Pen.

Według analityków przyczyni się to do odebrania głosów skrajnej prawicy i lewicy, co ma doprowadzić do poprawy pozycji partii prezydenta Macrona.