Według aktu oskarżenia Prokuratury Rejonowej w Białymstoku w lutym ubiegłego roku nauczycielka najmłodszych klas miała – po jednym razie – uderzyć obie dziewczynki (z klasy, której jest wychowawczynią) dłonią w pośladki. Stało się to na szkolnym korytarzu, gdy wcześniej jedna z uczennic I klasy uderzyła drugą piórnikiem, a ta w rewanżu kopnęła ją w nogę. Prokuratura uznała, że doszło do naruszenia przez osobę dorosłą nietykalności cielesnej obojga dzieci. Zajście nagłośniła matka jednej z dziewczynek, która ostatecznie zawiadomiła policję, łapski magistrat i kuratorium. W procesie ma ona status oskarżycielki posiłkowej.

Doświadczona 50-letnia nauczycielka nie przyznaje się do zarzutu. Twierdzi, że nie były to klapsy, lecz dotyk w okolicy biodra, w żartach, żeby rozładować konflikt między dziewczynkami, który jest następstwem złej relacji między ich matkami. Oskarżona jest zawieszona w pełnieniu obowiązków służbowych. Obowiązuje ono do zakończenia postępowania karnego.

Dziś sąd przed zakończeniem sprawy dołączył do dowodów i odsłuchał nagrania rozmów matki jednej z dziewczynek z nauczycielką i dyrektorem szkoły. Wcześniej obrona chciała odrzucenia tych nagrań, bo stoi na stanowisku, że nagrania zostały dokonane bez wiedzy i zgody rozmówców i są to tzw. owoce zatrutego drzewa, czyli dowód pozyskany bezprawnie. Następnie strony wygłosiły mowy końcowe.

Prokuratura domaga się kary ograniczenia wolności na trzy miesiące, prac społecznych i wpłaty 300 zł na rzecz jednego z domów dziecka. Jak mówił pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej mec. Tomasz Szymański, będzie to dotkliwa, ale adekwatna kara, bo – w jego ocenie – niewątpliwie doszło do naruszenia nietykalności małoletniej pokrzywdzonej. Mówił, że wskazuje na to m.in. dołączony dowód w postaci nagrania. Dodał, że oskarżona, wyjaśniając przebieg i okoliczności zajścia, powiedziała m.in. że jedna i druga dziewczynka zostaną ukarane.

Niewątpliwie do czynu doszło z niskich pobudek, ponieważ tyczyło to zatargu siedmioletnich dzieci. Z kolei użycie siły fizycznej w jakiejkolwiek postaci, mniejszej, większej, nie ma znaczenia"

– mówił pełnomocnik.

Wskazywał, że naruszenia nietykalności dopuścił się funkcjonariusz publiczny w osobie nauczyciela, który ma sprawować opiekę, pieczę, a przede wszystkim dbać o zdrowie i bezpieczeństwo małoletnich.

Obrona chce uniewinnienia, bo – jak wskazywała obrońca Ewelina Blecharczyk – nie udało się udowodnić winy w tej sprawie, bo nie było tu zamiaru bezpośredniego ani ewentualnego. Blecharczyk mówiła, że oskarżona od początku wskazywała na swoje zachowanie, żeby obie dziewczynki wiedziały, iż są tak samo winne zaistniałej sytuacji. Podkreślała, że nauczyciel jest od tego, aby rozwiązać konflikt w zarodku, a nie eskalować go.

Rozwiązaniem sprawiedliwym, rozwiązaniem w tym momencie była właśnie reakcja oskarżonej, dotknięcie. Nie klepnięcie, nie uderzenie, dotknięcie"

– powiedziała Blecharczyk.

Obrona podkreślała też, że nagrania wskazują na nienaganną, wręcz wzorową pracę oskarżonej. Blecharczyk mówiła, że gdyby była ona złym pedagogiem i naruszyła nietykalność cielesną, nie miałaby takiego wsparcia od innych nauczycieli czy rodziców uczniów tej klasy, którzy byli obecni na rozprawach, pisali też pisma w obronie nauczycielki.