Gra planszowa pt. "Our Guys in Salisbury" ("Nasi ludzie w Salisbury") została oparta na dramatycznych wydarzeniach z 4 marca 2018 roku w Wielkiej Brytanii, gdzie doszło do próby otrucia bronią chemiczną typu "nowiczok"  byłego rosyjskiego agenta Siergieja Skripala i jego córki Julii. Gracze podróżują przez europejskie miasta, a ich ostatecznym celem jest brytyjskie miasto Salisbury, gdzie doszło do ataku na Skripalów. Do wypuszczonej przez Rosjan gry odniósł się były burmistrz Salisbury, Jo Broom, który stwierdził, że planszówka jest objawem "szokującego lekceważenia" dla wszystkich, którzy ucierpieli w wyniku ataku:

Myślę, że to w bardzo złym guście... Takie akcje, zwłaszcza w sytuacji, gdy wszyscy w Salisbury próbujemy zrobić krok naprzód i przywrócić miastu pozytywną aurę, takie zagrania są jak cios w samą twarz

- mówi Broom w rozmowie z BBC.

Z kolei jeden z twórców gry, Mikhail Bober, w rozmowie z "The Guardian" stwierdził, że gra jest ich "odpowiedzią dla zachodnich mediów". Na pytanie o to, czy nie uważa gry za obraźliwą, odpowiedział:

Nie chcieliśmy nikogo zaatakować. Przeciwnie, naszym zamiarem jest wsparcie naszego rodaka, który przez tę całą sytuację może czuć się atakowany... wiele rzeczy zostało powiedzianych, ale wiele z nich bezpodstawnie"

- tłumaczy swoją "wizję" Bober. Przypomnijmy, że zachodni dziennikarze jako potencjalnych sprawców otrucia wskazali pułkownika GRU Antolija Czepigę i Aleksandra Miszkina, lekarza pracującego dla GRU. Kreml zdecydowanie odciął się od tych oskarżeń.

 
GRU zalicza wpadkę za wpadką. Dane rosyjskich szpiegów wyciekły do sieci


GRU zalicza wpadkę za wpadką. Dane rosyjskich szpiegów wyciekły do sieci