- Świadkiem tragicznych wydarzeń podczas 27. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy były tysiące ludzi. Za sprawą mediów nawet miliony. Wszyscy słyszeli słowa nożownika, który wykrzyczał, jak się nazywa i dlaczego targnął się na życie Adamowicza

 - czytamy w gazecie.

Jak podkreślono, postępowanie przygotowawcze zakończone sporządzeniem aktu oskarżenia może zająć od sześciu do dwunastu miesięcy. Jako powód wskazuje się długie procedury, "ścisłe terminy" oraz możliwości odwoławcze od decyzji prokuratury.

Według ustaleń "Rz", pierwszym etapem śledztwa może być przesłuchanie świadków zdarzenia.

- Kilkanaście osób przesłuchano już w nocy z niedzieli na poniedziałek, tuż po zdarzeniu. To pozwoliło odtworzyć m.in, jaką drogą i jak nożownik dostał się niezatrzymany na scenę

 - czytamy.

Dziennik podaje również, że istotnym elementem śledztwa będzie "zabezpieczenie i odtworzenie z udziałem biegłych od teleinformatyki wszelkich nagrań: monitoringu wizyjnego, telefonów komórkowych świadków czy relacji telewizyjnej".


Stefan W. 13 stycznia na scenie podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku zadał kilka ciosów nożem prezydentowi miasta, Pawłowi Adamowiczowi, który zmarł następnego dnia w wyniku odniesionych ran. W. usłyszał zarzut zabójstwa w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Prokuratura w środę podjęła decyzję o przeprowadzeniu jednorazowych badań psychiatrycznych 27-latka.

W grudniu 2018 r. Stefan W. opuścił więzienie, gdzie odsiadywał kilkuletni wyrok za napady na banki z bronią w ręku. Media podają, że w zakładzie karnym był leczony psychiatrycznie. Przyjmował lekarstwa w związku ze schizofrenią paranoidalną. Chorobę tę charakteryzują omamy i urojenia, szczególnie te o absurdalnej treści. Lekarze wskazują, że często są to urojenia prześladowcze, a osoba chora twierdzi, że jest ofiarą jakiegoś spisku. Stefan W. został też najprawdopodobniej zobowiązany do dalszego leczenia po zakończeniu kary.