Bagatelizowano to, bo to był rodzimy, wewnętrzny terror, którego tak nazwać nie było wolno. Właśnie to, jak również przeświadczenie, że nic nam nie grozi, było prawdopodobnie jedną z przyczyn rozprężenia, które doprowadziło do niedzielnej tragedii w Gdańsku. Gdyby oczy i uszy wszystkich – także nieszczęśników z firmy ochroniarskiej, która nie wywiązała się, jak należy, ze swoich obowiązków – były otwarte, gdyby dopełniono procedur związanych z organizacją imprezy masowej, gdyby… No właśnie – gdyby. Ile już takich „gdyby” słyszeliśmy w ostatnich latach?