W programie „Tłit” Wirtualnej Polski Gronkiewicz-Waltz ujawniła, że zwróci się o przyznanie jej ochrony, po „nieprzyjemnym incydencie”, którego była świadkiem.

Myślę, że po tych wszystkich działaniach, ja muszę powiedzieć, miałam pierwszy raz taki incydent nieprzyjemny wczoraj też na uczelni. Napiszę list do ministra Brudzińskiego, żeby mi dał ochronę. Przynajmniej na jakiś czas przydzielił.

- oznajmiła Gronkiewicz-Waltz.

Pytana, czy nie rozważa prywatnej ochrony, była prezydent stolicy stanowczo zaprzeczyła i rzuciła, że jej zdaniem ma prawo do państwowej ochrony.

Prywatną ochroną jest mój mąż i moi znajomi, ale mam nadzieję, że państwo stanie na wysokości zadania. Ja jednak przez 30 lat polski wolnej, 25 lat Polsce służyłam. Myślę, że mam do tego prawo, żeby na jakiś czas mi dać ochronę/

- mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Z kolei w rozmowie z Justyną Dobrosz-Oracz na Wyborcza.pl była prezydent oznajmiła, że czuje się zagrożona.

Nie ulega wątpliwości, że przez ostatnie miesiące ta mowa nienawiści i brak reakcji ze strony prokuratury sprawia, że czuję się zagrożona. Ja się nigdy specjalnie zagrożona nie czułam. Ale jeżeli biorę pod uwagę  moment kiedy powiedziałam, że to straszne, że została spalona kukła Żyda we Wrocławiu. Potem była kwestia portretów powywieszanych europarlamentarzystów. Następnie – nekrologów jedenastu prezydentów. No to powiedziałabym, lekki dreszcz przechodzi.

- mówiła Gronkiewicz-Waltz.

Tam również ujawniła trochę więcej szczegółów na temat „nieprzyjemnego incydentu”, o którym wspomniała w rozmowie z Wirtualną Polską.

Dopiero zwrócę się o to w najbliższych dniach [do szefa MSWiA o ochronę – przyp. red.]. Zmobilizowało mnie do tego po pierwsze zawiadomienie, że mam się udać do miasta powiatowego, bo będzie sądzona tam osoba, która na Twitterze powiedziała, że trzeba mnie zabić. Drugi taki przypadek zdarzył się niedawno, kiedy osoba, według mnie psychicznie niezrównoważona, też tak ostro zareagowała, ale to już było na terenie uczelni [...] Nie jestem fachowcem od ochrony, chociaż jako prezes NBP, miałam przez 9 lat ochronę BOR. O tym musi zdecydować minister spraw wewnętrznych i jak powiedziałam – jemu to pozostawiam. Ja mam obowiązek zawiadomić go o tym i opisać dokładnie sytuacje, które mi się przytrafiły.

- tłumaczyła Gronkiewicz-Waltz.