Polska i Węgry są uznawane za gagatków. Mimo 15-letniego członkostwa w Unii nie są traktowane przez Niemcy jako partnerzy z sympatią i nadzieją. Właściwie dotyczy to całej Europy Środkowo-Wschodniej. Nie jest to region, po którym Niemcy spodziewają się czegoś pozytywnego 

- pisze von Marschall.

Mimo to brak zainteresowania regionem ze strony Niemiec jest zdaniem komentatora zdumiewający. Nie pozwala on przede wszystkim dostrzec, jak bardzo te kraje się zmodernizowały i jak wzrosło ich ekonomiczne znaczenie dla RFN. Ignorowanie to jest tym bardziej niezrozumiałe, że Rosja - kraj, który rozwinął się w nieporównywalnie gorszym kierunku, którego znaczenie dla niemieckiej gospodarki zmalało, który napada sąsiadów, likwiduje dysydentów i odpowiada jedynie za 3 proc. światowej gospodarki, bo jest tak fatalnie rządzony - jest uważany przez wielu Niemców za niedocenionego przyjaciela.

Gdybyśmy oceniali wschodnich sąsiadów według ich realnego znaczenia, obraz powinien być zupełnie inny. Handel z Polską jest dwa razy większy niż z Rosją. Z Czechami - półtora razy większy. Z Węgrami niemal taki sam jak z Rosją 

- wymienia "Tagesspiegel".

Von Marschall apeluje w związku z tym o przemyślenie stosunku do wschodnich sąsiadów.

Są to trudni partnerzy, ale nie są partnerami drugiej kategorii. Nie można ponad ich głowami porozumiewać się z Rosją. Zawsze, kiedy Berlin i Moskwa próbowały to robić, dochodziło do wojen i ciężkich zbrodni. Dzięki inwestycjom i łańcuchom produkcji kraje te są współgwarantami modelu sukcesu - tak jak Francja, Holandia, Dania. A przecież relacje z nimi też nie są pozbawione konfliktów 

- przekonuje von Marschall.