Jacek Jaśkowiak uparł się, że z Poznania zrobi drugą Kopenhagę albo Wiedeń. Co chwilę wprowadza jakieś rozwiązania, które w wielkich europejskich miastach zdają egzamin, ale w stolicy Wielkopolski niekoniecznie. Często naraża się przez to na gniew mieszkańców.

Tak jest i tym razem. Jaśkowiak oznajmił na Facebooku, że spodobał mu się pomysł z Wiednia, by zakazać rodzicom podwożenie dzieci do szkół samochodami. W tej sprawie ma wysłać zapytanie do austriackiej stolicy, aby poznać szczegóły akcji.

Pod jego wpisem na portalu społecznościowym pojawiło się mnóstwo komentarzy. Ale mieszkańcy są do tego pomysłu nastawieni negatywnie. Wskazują na totalną dezorganizację ruchu drogowego w Poznaniu i pytają, jak zimą dzieci miałyby na pieszo, lub rowerami dojeżdżać wiele kilometrów w śniegu lub deszczu.

W rozmowie z naszym portalem wiceminister spraw zagranicznych Szymon Szynkowski vel Sęk, który pochodzi z Poznania, również skrytykował pomysł Jaśkowiaka.

To jest realizacja hasła prezydenta "Wolne Miasto Poznań" z kampanii wyborczej w praktyce. Poznaniacy już po wyborach mogą się przekonać, jak prezydent rozumie "wolność". A rozumie ją tak, że chce wedle swojego "widzimisie" i swoich pomysłów i eksperymentów mieszkańców wychowywać. Ja jestem temu przeciwny, ponieważ uważam, że każdy z mieszkańców ma prawo samemu decydować w jaki sposób dzieci dowozić do szkoły. Niektórzy mogą je doprowadzić pieszo, inni mogą wybrać rower, jeszcze inni mogą wybrać samochód. Czasami samochód jest koniecznością, ponieważ w kiepską pogodę, w jesienno-zimowej aurze ciężko sobie wyobrazić 8-letnie dzieci, które muszą chodzić wraz z rodzicami do szkoły, żeby miały iść kilometrami, czy grzęznąć w śniegu rowerem 

- powiedział minister.

Jak zaznaczył, prezydent Poznania tych problemów zdaje się nie rozumieć, "ale mnie to specjalnie nie dziwi, ponieważ pan Jaśkowiak bardzo wielu rzeczy w rządzeniu miastem nie rozumie".

Jeżeli prezydent naprawdę chce wyjść naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców w zakresie poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego przed szkołami, to powinien zacząć od tego, żeby ten ruch drogowy przed szkołami uporządkować. Można stworzyć specjalne strefy, gdzie dzieci mogłyby być wysadzane tak, żeby było to bezpieczne, ale nie powinny być też odległe od szkoły, bo wtedy nie ma to żadnego sensu

- zaproponował polityk.

Ja jestem zwolennikiem tego, żeby porządkować kwestie dowozu dzieci do szkół, natomiast prezydent zaczął od tego, że bardzo mu się spodobał zakaz, czy zamykanie ulic wokół szkół, co mi się wydaje pomysłem zupełnie nietrafionym

- dodał.

Nie zakazy, tylko udogodnienia. Ja tak rozumiem ułatwianie życia mieszkańcom i zachęcam prezydenta Jaśkowiaka, żeby również w ten sposób na to patrzył

- zaznaczył na zakończenie Szynkowski vel Sęk.