Uczestnicy obchodów podkreślali m.in. potrzebę kultywowania pamięci o tragicznych wydarzeniach sprzed lat, o miejscu naznaczonym ludzką tragedią. Prezes Stowarzyszenia Centrum Doradztwa i Informacji dla Romów w Polsce Krystyna Markowska stwierdziła, że choć nienawidzi tego miejsca, to czuje się w wielkim obowiązku być tu, co roku, bo trzeba pamiętać o tej tragedii i przestrzegać przed powtórzeniem tej historii.

Z kolei wiceprezydent Łodzi Adam Wieczorek, zwrócił uwagę, że wolność człowieka, która jest największą zdobyczą cywilizacyjną, uważana jest często za coś stałego.

Tymczasem miejsce, w którym się znajdujemy, pokazuje nam, jak bardzo wolność jest nietrwała, jak bardzo jest krucha. To miejsce, to symbol, jak człowiek potrafi drugiemu człowiekowi stworzyć piekło

– powiedział.

Jego zdaniem, znając fakty sprzed lat mamy obowiązek pamiętać o nich, bo często historia powtarza się, gdy o niej zapominamy. W związku z czwartkowymi obchodami łódzkie Centrum Dialogu im. Marka Edelmana przygotowało specjalne zajęcia edukacyjne dla młodzieży poświęcone historii Romów i Sinti w czasie II wojny światowej oraz wykład o obozie cygańskim.

W łódzkich uroczystościach wzięli udział m.in przedstawiciele społeczności romskiej, ambasady austriackiej w Polsce, Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Łodzi. Był też abp. Grzegorz Ryś metropolita łódzki, władze miasta i województwa oraz mieszkańcy.

Historia obozu dla Romów i Sinti to jedna z najtragiczniejszych kart łódzkiego getta. Na jego terenie znajdowało się kilka budynków pozbawionych podstawowego wyposażenia – łaźni, toalet, mebli, naczyń itp. Obóz od getta oddzielały podwójne zasieki z drutu kolczastego i głęboka fosa; okna zabito deskami. Stłoczonych w pięciu kamienicach Romów pozbawiono jedzenia, ogrzewania i odpowiedniej ilości wody pitnej.

Przywieziono tu ponad 5 tys. Romów i Sinti z Bungerlandu, pogranicza austriacko-węgierskiego. Wśród tych osób ponad połowę stanowiły dzieci, od najmłodszych do kilkunastoletnich. Warunki w tym obozie były makabryczne. Bardzo szybko wybuchła epidemia tyfusu i ponad 700 osób zmarło w tych kamienicach.

W styczniu 1942 r. władze niemieckie podjęły decyzję o likwidacji obozu. Dla Romów i Sinti oznaczało to śmierć. Od 5 do 12 stycznia 1942 roku 4300 mężczyzn, kobiet i dzieci wywieziono do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem. Tam zostali zagazowani w przystosowanych do masowych mordów samochodach. Nikt nie przeżył.