Malarka często odwiedzała Bretanię, malując tam sceny rodzajowe, ale i ekspresyjne martwe natury. Jak sama wspominała:

Nikt nie miał wtedy ani czasu, ani też cierpliwości, by mi pozować. Martwe natury – owoce morza, skorupiaki i ryby, niewrażliwe na ludzkie dramaty, na ludzkie szaleństwa, zastępowały mi modeli.

Martwa natura z krabami

Prawdziwą miłością darzyła Katalonię, gdzie często malowała i wystawiała swe prace. Wprowadziła w miejscowe środowisko ożywczy powiew sztuki kosmopolitycznego Paryża. Pejzaż „Domy nad rzeką l’Onyar w Gironie” doskonale oddaje zarówno indywidualny rys malarki, jak i wpisuje się w główny nurt ówczesnych poszukiwań artystów z szeroko rozumianej Szkoły Paryskiej. Mocny, nieoczywisty kolory, a także charakterystyczny, na pozór niedbały, sposób pociągnięcia pędzla po często niezagruntowanych płótnach sprawił, że sztuka Meli Muter uwiodła Katalończyków.

Domy nad rzeką l’Onyar w Gironie

Artystka stała się legendą i mitem tego miasta. „Wyjątkowa kobieta” – powiedział o niej kataloński artysta Miquel de Palola. Folch y Torres, omawiając ówcześnie dokonania malarki, wskazywał także na zbieżność duchową Polski i Katalonii. Twierdził, że w obrazach Muter można dostrzec „pewien ból” „surowy realizm” wynikające ze wspólnego przeżywania braku własnej państwowości.

W podpisie na obrazie „L’Onyar a Girona” Mela umieściła informację identyfikującą jej polską narodowość. Wskazała tym samym przynależność do kręgu artystów „wykorzenionych ze swej Ojczyzny”. Dzieło to jest dzisiaj jednym z najważniejszych eksponatów w kolekcji malarstwa XX w. katalońskiego Muzeum Sztuki.

Oprócz wystawy w miejscowym teatrze grana jest specjalnie napisana sztuka o polskiej artystce w Katalonii. Ze sceny padają jej słowa: „No sóc dona, sóc pintora!” („Nie jestem kobietą, jestem malarką!”).