Jak można było się spodziewać, Paszporty "Polityki" ledwo się zaczęły, atmosfera już zrobiła się gorąca. Wszystko za sprawą politycznych aluzji, na jakie pozwolili sobie prowadzący galę.

Grażyna Torbicka nawiązała do głośnej wypowiedzi premier Beaty Szydło, mówiąc, że nagrody laureatom "się po prostu należały". Torbicka nie odmówiła sobie również komentarza w odniesieniu do zmiany lokalizacji gali, która dotychczas odbywała się w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej, a w tym roku wydarzenie przeniesiono do Teatru Polskiego:

Takie czasy...

- nie omieszkała skomentować Torbicka.

Współprowadzący galę naczelny "Polityki" Jerzy Baczyński poszedł o krok dalej i stwierdził, że nie powita ministra kultury, "bo go nie mamy". Jednocześnie dziennikarz wyraził nadzieję, że za rok, w styczniu 2020 roku, "będziemy mieć już ministra kultury".

Ministra Piotra Glińskiego skrytykował również Janusz Wróblewski, recenzent "Polityki", który sprowadził działalność ministra do "kardynalnych błędów" i zasugerował, jakoby minister kultury miał "nie lubić kina". Potem, ogłaszając laureata w kategorii Kino, wygłosił małą laudację dla... "Kleru" Wojciecha Smarzowskiego, sugerując, że był to... najważniejszy polski film tego roku.