Jak już pisaliśmy, solidną wpadkę zaliczył o poranku Kamil Dąbrowa, który od niedawna pracuje w stołecznym ratuszu jako rzecznik prasowy prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Choć chciał pośmieszkować z Patryka Jakiego, nie wyszło. Za to dokonał pięknego samozaorania, gdyż nie sprawdził, co dokładnie w kampanii wyborczej obiecywał Trzaskowski. Okazało się, że... wyśmiał swojego szefa!

W tyle nie pozostała wcale poseł Joanna Scheuring-Wielgus, która w tym samym programie dała równie interesujący popis.

Moi synowie nigdy nie chodzili na religię, zresztą ich koledzy zawsze im tego zazdrościli

- z dumą oświadczyła.

I popłynęła:

Mój najstarszy syn, który za moment skończy 21 lat, w zasadzie jest jedynym z moich synów, który był u komunii i on w ogóle po komunii powiedział nam „ale po co ja w ogóle chodzę do tego Kościoła, skoro nikt z nas nie chodzi. Przecież to jest w ogóle kłamstwo, bo ksiądz daje nam oceny za to, w jaki sposób się modlimy.” I to nas: mnie i mojego męża otrzeźwiło. Stwierdziliśmy on ma rację, po co to wszystko?

- wyznała, stawiając zarazem ekspercką diagnozę: "My to robiliśmy jakby pod wpływem rodziny, bo to tak większość rodzin ma".

A już pozostałe moje dzieciaczki nie chodzą i są z tego bardzo zadowolone

- dodała.

Cóż. Jak mówi stare dobre porzekadło: "Czym skorupka za młodu..."