Kiedy piszemy o Marii Nurowskiej, zwykle podchodzimy z dystansem do "rewelacji", jakie antyrządowa pisarka publikuje w mediach społecznościowych. I choć przyzwyczailiśmy się już do absurdu, jaki króluje w jej wpisach, tym razem "zatkało" nawet nas. Po tym, jak Maria Nurowska poleciła Polskę opiece "smoków" strzegących jej własnego pensjonatu (o tych wiekopomnych życzeniach przeczytacie TUTAJ),  autorka postanowiła zabrać głos w szeroko komentowanym planie odstrzału dzików na terenach objętych afrykańskim pomorem świń, zaproponowanym przez ministra środowiska. Pisarka z tej okazji "opowiedziała" internautom porywającą historię o... pijanych dzikach, które pewnego wieczoru nawiedziły jej rodzinny dom:

Wspomnienie z dzieciństwa, które po decyzji ministra środowiska o eksterminacji dzików, nabiera szczególnej wymowy. To są bardzo inteligentne zwierzęta, które mają sporo ludzkich cech.

- zaczyna niewinnie Nurowska.

Po śmierci lochy we wnyku, ojciec przywiózl do leśniczówki sieroty. Trzy dziczki. Nadaliśmy im imiona Anna, Elżbieta i Napoleon,ale wołaliśmy na niego Poldzio. Miały prążkowane grzbiety i różowe ryjki Karmiliśmy je smoczkiem. Zaczęły szybko rosnąć, różowe ryjki przemieniły się w mniej sympatyczne ryje,a prążki na grzbiecie znikły, zastąpiła je twarda i szorstka szczecina.Nie zmieniły się jednak nasze uczucia do nich i ich do nas.Kochaliśmy je, a one kochały nas [...]

- rozkręca się pisarka. Dalej jest już naprawdę hardcore'owo:

To były imieniny ojca i jego podwładni, leśniczowie i gajowi (ojciec był nadleśniczym) przychodzili z życzeniami. Na tę okoliczność gosposia postawila na podłodze w kuchni miednicę ze spirytusem, aby się "przegryzł" z wodą. Dziki wypiły sporą porcję ognistej wody i weszły potem do pokoju stukając kopytkami, chociaż dobrze wiedziały, że tego nie wolno im robić.Stanęły w progu przestraszone tłumem ludzi,rozejrzały się, zauważyły mamę,potem w drugim koncu ojca 

- opisuje autorka, a my wstrzymujemy oddech, oczekując w napięciu na finał tej zacnej historii. Ten jednak... rozczarował:

Tak jakby zastanawiały sie chwilę,do kogo mają podejść i ruszyły ciasno obok siebie, podpierając się bokami, jak trójka pijanych marynarzy w stronę ojca. Tam niczym na komendę zahamowały u jego nóg i przywarły do podłogi..

- pointuje Nurowska. Cały wpis można przeczytać niżej. Uwaga! Czytacie na własną odpowiedzialność!

Cóż, sami nie wiemy, czy to prawdziwe wspomnienie z dzieciństwa pani Marii, czy projekt nowej powieści. Jeśli to drugie, aż chce się napisać: czytalibyśmy! I choć zakończenie mogłoby być bardziej spektakularne, gratulujemy pani Marii wyprzedzenia Magdaleny Środy (która połączyła obronę dzików z walką z Państwem Islamskim) w plebiscycie na najbardziej absurdalną reakcję na pomysł ministerstwa środowiska.