W sumie w Paryżu, w czasie ósmej soboty demonstracji "żółtych kamizelek", manifestowało 3,5 tys. osób. Według oficjalnych danych w całej Francji protesty zgromadziły ok. 50 tys. ludzi. W kilku miejscach, m.in. w stolicy, doszło do starć między manifestującymi a siłami bezpieczeństwa. Miały miejsce również przypadki wtargnięć do budynków różnych instytucji.

Na razie nie podano oficjalnego bilansu rannych. Mowa jedynie o pojedynczych poszkodowanych osobach w czasie różnych manifestacji.

Dziś w kilku miastach Francji, m.in. w Paryżu, Tuluzie i Caen, zebrały się setki kobiet z ruchu "żółte kamizelki". Dzień po manifestacjach naznaczonych w wielu miejscach wybuchami przemocy chcą pokazać pokojową stronę tego ruchu - pisze AFP. W stolicy zgromadzone przed gmachem Opery Bastille kobiety odśpiewały Marsyliankę, a następnie ruszyły ulicami miasta.

Jednocześnie w internecie ogromnie popularne stało się nagranie wideo z sobotniej manifestacji w Tulonie, na którym widać wysokiej rangi funkcjonariusza policji bijącego dwie osoby. Policjant to Didier Andrieux, wyróżniony 1 stycznia jednym z najwyższych francuskich odznaczeń - Orderem Narodowym Legii Honorowej. Andrieux tymczasowo podlega 400 policjantów w Tulonie.

Na nagraniu widać, jak policjant bije po twarzy mężczyznę przyciśniętego do muru. Przerwał, gdy zainterweniowali inni funkcjonariusze. Bity mężczyzna nie miał na sobie żółtej kamizelki i zdaniem prokuratora Tulonu Bernarda Marchala miał przy sobie stłuczoną butelkę, a Andrieux "chciał go unieszkodliwić". Prokuratura poinformowała AFP, że policjant zareagował "proporcjonalnie do zagrożenia", chcąc unieszkodliwić "chuliganów".

Sam policjant wyjaśnił w wywiadzie, że najpierw uderzył mężczyznę w rękę, by wytrącić mu butelkę, a gdy to się nie udało, "uderzył go kolejne dwa razy". Andrieux tłumaczy ponadto, że znał tego mężczyznę, który jest "wielokrotnym recydywistą i nie ma nic wspólnego z 'żółtymi kamizelkami'". Pobity mężczyzna został aresztowany.

W drugiej części nagrania widać, jak Andrieux pchnął na maskę samochodu mężczyznę w żółtej kamizelce. W tym wypadku prokurator również wyjaśnił, że na nagrane wydarzenie "znacząco wpływa kontekst" - mężczyzna kilka minut przed zarejestrowanym zdarzeniem miał być zamaskowany i usiłował wziąć do ręki butelkę. Policjant tłumaczył, że jego działanie było operacją zatrzymania.

Prokurator Marchal zauważył ponadto, że Andrieux zabezpiecza demonstracje "żółtych kamizelek" od ich początku w połowie listopada i jest dobrze znany wielu protestującym. "Niektórzy w sobotę brutalnie go atakowali" - dodał.

To, że protesty "żółtych kamizelek" nie przebiegają w pokojowej atmosferze widać też na innym wideo. Tym razem to manifestujący rzucili się z pięściami na policjantów.

Demonstrujący od półtora miesiąca we Francji przeciw rosnącym kosztom utrzymania ruch "żółtych kamizelek" oprócz rezygnacji z planowanej podwyżki podatków od paliwa, z której rząd już się wycofał, domaga się podniesienia płac, emerytur czy zasiłków dla bezrobotnych. Zgłasza też żądania polityczne, w tym dymisji prezydenta kraju Emmanuela Macrona.