W USA 2018 r. był rokiem wyborczym, w którym większość aktywności polityków była podporządkowana osiągnięciu jak najlepszego wyniku przez swoją partię. Stawka była wysoka – do wzięcia była władza nad Izbą Reprezentantów czy większość w Senacie. Dla licznych komentatorów było jasne, że po latach dominacji Republikanów tym razem to Demokraci osiągną dobry wynik. Ostatecznie Demokratom udało się przejąć Izbę Reprezentantów, ale Republikanie (GOP) wzmocnili większość w Senacie o dwa miejsca. Najdotkliwsza była strata GOP‑u na poziomie wyborów gubernatorskich, gdzie Demokraci zyskali 7 stanów, ale rozmiary klęski Republikanów były i tak mniejsze, niż się spodziewano.

Dla prezydenta USA Donalda Trumpa ten rok na arenie krajowej nie był szczególnie łatwy. W kwestiach ważnych dla jego elektoratu, jak kontrola granic, opieka zdrowotna czy aborcja, jego administracja stosowała taktykę drobnych kroków. Jednak brak jedności w GOP-ie i obawa niektórych polityków przed zyskaniem opinii „twardogłowych” zwolenników opcji konserwatywnej sprawiły, że nie nastąpiło żadne wielkie zwycięstwo. A przejęcie przez Demokratów Izby Reprezentantów oznacza, że przez najbliższe cztery lata nie ma co liczyć na radykalne zmiany.

Wielkim sukcesem Trumpa było jednak nominowanie po długiej walce kolejnego sędziego Sądu Najwyższego USA (SCOTUS). W 2017 r. był to Neil Gorsuch, a w tym – Brett Kavanaugh. Oznacza to, że po raz pierwszy od ponad 50 lat konserwatyści mają przewagę w SCOTUS, która może przecież jeszcze się powiększyć do końca kadencji Trumpa. A biorąc pod uwagę, jak ważny jest ten sąd w amerykańskim systemie politycznym, po tych nominacjach mogą nastąpić naprawdę daleko idące zmiany.

Wichury w Europie Zachodniej

Wielka Brytania cały rok żyła przygotowaniami do brexitu, do którego ma dojść 30 marca 2019 r. Premier Theresa May początkowo grała twardą negocjatorkę z Brukselą w kwestii wyjścia jej kraju z Unii Europejskiej, ale porażka w zeszłorocznych przyspieszonych wyborach parlamentarnych na tyle osłabiła jej pozycję, że unijni negocjatorzy zdominowali brytyjską premier. Ostatecznie wynegocjowana przez May umowa w najmniejszym stopniu nie zadowoliła radykałów w Wielkiej Brytanii, a narastający od początku roku bunt w jej własnej Partii Konserwatywnej w końcu eksplodował i nieomal pozbawił ją stanowiska szefowej rządu. Teraz zostało jej bardzo niewiele czasu, aby przekonać posłów z obu stron, że jej plan brexitu jest lepszy niż brak jakiegokolwiek planu, chociaż perspektywy na zaakceptowanie go w głosowaniu w brytyjskim Parlamencie są raczej niewielkie.

Sama Unia także miała w tym roku ogromne problemy. Najpoważniejszym okazały się „żółte kamizelki”. Ruch, który zapoczątkowała w maju internetowa petycja przeciw nowym podatkom nakładanym przez francuski rząd, eksplodował późną jesienią, a pokojowe protesty zamieniły się w brutalnie pacyfikowane przez francuską policję zamieszki. Protesty „Gilet Jaunes” błyskawicznie rozlały się na inne państwa Europy, jak Belgia czy Niemcy, a nawet dalej – największy poza Francją przeprowadzono w Tajpej. A oddolny charakter tego ruchu i fakt, iż stanowi raczej wyraz niezadowolenia niż chęć zmiany, oznacza, że uspokojenie sytuacji nie szybko nastąpi.

W Niemczech Angela Merkel po 18 latach zrezygnowała z przewodniczenia Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) i zapowiedziała, że po wyborach parlamentarnych w 2021 r. przestanie być kanclerzem Niemiec. Jej następczynią w partii została Annegret Kramp-Karrenbauer, nazywana czasem „mini-Merkel”, co nie wróży radykalnych zmian. Ale bez politycznych zdolności Merkel tracące w sondażach CDU może mieć problem po następnych wyborach do Bundestagu.

Walka mocarstw i cywilizacji

Pod koniec stycznia 2018 r. Donald Trump nałożył cła na panele słoneczne i zmywarki, rozpoczynając wojnę handlową z Chinami. Przez cały rok oba rywalizujące o pozycję gospodarczego hegemona państwa nakładały kolejne taryfy, wciągając w swój spór inne państwa. Pod koniec roku doszło jednak do pewnego przełomu. Na początku grudnia, podczas spotkania G20, Trump i Xi Jinping zgodzili się na 90-dniowe „zawieszenie broni”, podczas którego spróbują wynegocjować kompromis.

Równie ważne było spotkanie Trumpa z władcą Korei Północnej (KRLD) Kim Dzong Unem, które odbyło się 12 czerwca. Po wzajemnych groźbach oba państwa zdecydowały się na historyczne rozmowy mające rozwiązać problem północnokoreańskiej broni atomowej. Jak na razie rozmowy te nie przyniosły przełomu, a „pustelnicze królestwo” nie chce oddać broni atomowej tanio. Sam fakt nawiązania dialogu daje jednak nadzieję, że to zagrożenie dla świata uda się spacyfikować bez­krwawo.

W 2018 r. wojna domowa w Syrii, w której życie straciło ponad pół miliona osób, zaczęła zmierzać ku końcowi. Nikt już się nie łudzi, że syryjski dyktator Baszar al-Assad upadnie, a ogłoszone w grudniu wycofanie się z konfliktu USA jest na to najlepszym dowodem. Oznacza to niestety, że sprzymierzona z Assadem Rosja może niedługo stać się ważnym graczem w regionie. Dużo groźniejszy może być jednak sojusz Rosji z Wenezuelą i uratowanie pożyczkami socjalistycznego reżimu Nicolása Maduro. Pod koniec grudnia ujawniono, że Moskwa ma zamiar trzymać na terytorium Wenezueli nuklearne bombowce, co grozi powtórką z kryzysu kubańskiego w 1962 r. między ZSRS i USA.

Dwa zamachy polityczne wstrząsnęły w 2018 r. opinią publiczną – nieudany na byłego rosyjskiego szpiega Sergieja Skripala w marcu i udany na saudyjskiego dysydenta, dziennikarza Jamala Khashoggiego w październiku. W obu wypadkach bardziej szokował nie fakt, że się wydarzyły, a bezczelność, z jaką ich dokonano. W wypadku Skripala efektem oprócz kolejnych sankcji na Rosję było uświadomienie wszystkim, jak funkcjonuje państwo Władimira Putina, a w wypadku Khashoggiego zachwianie opinią o Arabii Saudyjskiej i narażenie na szwank jej sojuszu z USA.

To był trudny rok dla obrońców życia w bitwie z „cywilizacją śmierci”. W maju Irlandczycy zadecydowali w referendum o usunięciu zapisu o ochronie dzieci nienarodzonych z konstytucji, co pozwoliło na legalizację aborcji na życzenie.

Pokoju nadal nie będzie

Ramy tego podsumowania nie pozwalają na wspomnienie o wielu innych ważnych wydarzeniach, jak stan wojenny na Ukrainie czy liczne klęski żywiołowe. A wiele zdarzeń z mijającego roku, nawet tych pozornie nieistotnych, może mieć poważne konsekwencje w przyszłych latach. Z drugiej strony wiele obaw, jak kryzys gospodarczy czy eskalacja konfliktów zbrojnych w wojnę światową, też się nie ucieleśniło, co oczywiście nie oznacza, że można spać spokojnie i nie zdarzą się one w kolejnych latach. Już teraz można śmiało stwierdzić, że przyszły rok niestety nie zapowiada się spokojniej.