Oburzenie irackich polityków wywołało to, że Donald Trump nie spotkał się z irackimi władzami, a swoją wizytę w Iraku ograniczył do trzygodzinnego pobytu w amerykańskiej bazie Al-Asad, położonej w odległości ok.100 km na zachód od Bagdadu.

Lider największej frakcji parlamentarnej w irackim parlamencie tj. bloku al-Islah Sabah al-Saadi zażądał zwołania nadzwyczajnego posiedzenia parlamentu w celu "przedyskutowania tego rażącego naruszenia irackiej suwerenności".

Telewizja Kurdistan24 podała również, że Al-Saadi podkreślił, iż "okupacja USA w Iraku się skończyła". Blok Al-Islah związany jest z charyzmatycznym duchownym Muktadą as-Sadrem, którego Armia Mahdiego walczyła z siłami USA w Iraku w latach 2004-2008.

Z kolei blok al-Bina, będący głównym konkurentem politycznym Al-Islah i drugą siłą w irackim parlamencie, potępił wizytę Trumpa jako "jawne pogwałcenie norm dyplomatycznych", które ukazuje "jego pogardę i wrogość w kontaktach z irackim rządem". Lider tego ugrupowania Hadi al-Ameri jest jednocześnie przywódcą proirańskiej Organizacji Badr czyli największej irackiej milicji szyickiej, która weszła w skład Oddziałów Mobilizacji Ludowej (PMU).

Lider innej proirańskiej milicji Asaib Ahl al-Hak i również jeden z przywódców al-Bina Kais al-Chazali zagroził USA konsekwencjami. "Irakijczycy odpowiedzą na to decyzją parlamentu o wyrzuceniu sił zbrojnych USA z Iraku" - napisał na Twitterze.

Tymczasem prezydent Trump oświadczył w bazie Al-Asad, że nie planuje wycofywania sił USA z Iraku. Amerykanie zapowiedzieli nawet stworzenie dwóch nowych baz przy granicy z Syrią w południowo-zachodniej prowincji al-Anbar. Jak powiedział Trump Irak mógłby być bazą dla USA dla krótkich interwencji w Syrii. "Jeśli zobaczymy, że coś się dzieje z Państwem Islamskim (IS) co nam się nie podoba, będziemy mogli uderzyć w nich tak szybko i mocno, że nie będą wiedzieli co się stało" - oświadczył w Iraku amerykański prezydent, dodając, że obecność wojskowa USA w Iraku ma też służyć "pilnowaniu Iranu".

Według ekspertów interwencje USA na terenie Syrii przeciwko IS będą mało realne jeśli USA nie utrzymają swojej współpracy z Syryjskimi Siłami Demokratycznymi (SDF). Ponadto ewentualna decyzja irackiego parlamentu żądająca opuszczenia Iraku przez wojska USA skomplikuje plany Trumpa również w zakresie blokowania lądowego połączenia Iranu z Syrią i Libanem.

Około 5 tys. amerykańskich żołnierzy przebywa w Iraku na zaproszenie tamtejszego rządu. W opinii irackich wojskowych współpraca iracko-amerykańska jest niezbędna do walki z ukrytymi komórkami IS. Jednakże bloki Al-Islah i Al-Bina dysponują łącznie aż 102 mandatami w 329-osobowym parlamencie, a rząd premiera Adela Abd al-Mahdiego może szybko upaść w przypadku utraty poparcia choćby jednego z tych ugrupowań. Muktada as-Sadr, w przeciwieństwie do liderów al-Bina, ma chłodne relacje z Iranem, jednak równocześnie podobnie jak Ameri i Chazali ma negatywny stosunek do USA. Dotychczas jednak politycy ci nie podejmowali żadnych działań przeciwko obecności sił USA w Iraku.

Amerykanie tłumaczyli, że "ze względów bezpieczeństwa i logistyki" zaproponowali spotkanie Trumpa z premierem Iraku w bazie Al-Asad, jednak strona iracka odrzuciła takie rozwiązanie. Poprzednia wizyta amerykańskiego przywódcy miała miejsce w kwietniu 2009 roku. Barack Obama spotkał się wówczas w Bagdadzie zarówno z ówczesnym prezydentem jak i premierem Iraku.

Eksperci wskazują, że gdyby Adel Abd al-Mahdi zgodził się na spotkanie na terenie amerykańskiej bazy to oburzenie Irakijczyków z tego powodu byłoby jeszcze większe. Wizyta Trumpa spotkała się też z powszechną krytyką Irakijczyków w mediach społecznościowych.