Ten egzotyczny kwartet wedle wszelkich prawdopodobieństw nie tylko nie ma złamanego grosza, ale nawet pojęcia o zarządzaniu własną kartą płatniczą (zacięła się im podczas kolacji w krakowskiej restauracji U Babci Maliny), przekonuje jednak, że „pieniążki mają”. Co więcej, pan Vanna Ly ma plan w grodzie Kraka urządzić piłkarsko-deweloperskie eldorado rodem z Kambodży, Szwajcarii, Londynu – czy skąd tam w końcu pochodzi. W jednej z książek mego dzieciństwa „Gąbka i latające talerze” występuje niejaki Joe Pietruszka, złowrogi gangster, który wraz z pomagierami sprzedaje pewnemu naiwniakowi wieżę Eiffla. Mniej więcej od czasu tej lektury wiem, że należy się wystrzegać podobnych czarodziei. Szkoda, że (traktująca przecież o Krakowie) klasyka jest obca prezydentowi Majchrowskiemu, uwiarygadniającemu ten zmierzający do tragedii cyrk.