W przemycanej z obozu koncentracyjnego korespondencji więźniów osadzonych w KL Lublin do Antoniny Grygowej są głównie prośby o pomoc, informacje o stanie zdrowia, czy opisy panujących warunków w obozie. Grypsy pisane były na niezadrukowanych brzegach gazet, strzępkach papieru pakowego, wyrwanych karteczkach z notesu, czy bibułkach papierosowych. Za wysyłanie nielegalnej korespondencji z obozu groziły więźniom surowe kary.

Pod większością listów do Grygowej autorzy podpisywali się pseudonimami, by w razie przechwycenia grypsu przez personel obozowy nie było wiadomo, kto go napisał.

– dodała Kowalczyk-Nowak.

Język wysyłanych grypsów jest zazwyczaj oszczędny, ich autorzy ograniczają się do formułowania najistotniejszych dla nich treści. W podarowanej kolekcji korespondencji do Grygowej są także wyjątkowe, dłuższe listy, napisane z kunsztem i dbałością. Wśród nich m.in. grypsy pisane przez więźnia Majdanka lekarza Henryka Wieliczańskiego, który zwierzał się Antoninie Grygowej z trosk o najbliższych, opisywał uczucia do ukochanej żony i córki oraz dziękował za opiekę w obozie.

Droga Pani Antonino! Przedwczoraj przybyło do nas ponad 1000 chorych z Sachsenhausen (spod Berlina). Są to przeważnie Niemcy, Rosjanie, Kroaci itp. Polaków jest minimalna ilość. Są to nieomal wszystko gruźlicy. Wczoraj przybył transport z Oświęcimia: 66 kobiet i 100 mężczyzn, miedzy nimi także i Żydzi. (…) Wczoraj dostałem paczkę znakomitą. Już nawet nie dziękuję za tyle pamięci i oddania. Idą święta – smutne i ciężkie będą, serca pełne niepokoju, tu – nasze serca o Was zatroskane, a Wasze – wiemy – wiemy, co w sercach naszych sióstr i braci się dzieje. Każdy sercem i myślą będzie przy wspólnym stole wigilijnym, na straży porozdzielanych ciał naszych stoją kruki i wrony. Ale nie rozdzielą nas wszystkich. Jakżeż smutno na samo wspomnienie zeszłorocznych świąt, a cóż dopiero nadchodzących.

Antonina Grygowa z domu Sarnecka (1898-1980) była działaczką społeczną, właścicielką znanej lubelskiej piekarni, którą prowadziła z mężem Franciszkiem i córkami: Zofią, Hanką i Wandą. Od początku II wojny światowej bezinteresownie angażowała się w pomoc osadzonym w obozach i więzieniach, pomagała też Żydom – udało jej się ocalić Lusię Hufnagel i Czesię Mamet. Przez pół roku ukrywała niemowlę urodzone przez więźniarkę Zamku Lubelskiego.

We wspomnieniach Grygowa zapisała się jako ta, która pomagała nie tylko tym, którzy o to prosili, a też wychodziła naprzeciw potrzebującym. Była więźniarka Majdanka Danuta Brzosko-Mędryk mówiła, że „Antonina wychodziła na ulicę, pytała strudzonych tułaczką przybyszów, czy chcieliby odpocząć, zjeść, umyć się, a nierzadko wciskała do ręki dopiero co zarobione złotówki”.

Zasięg działalności Grygowej obejmował nie tylko Lublin, ale też obozy koncentracyjne i jenieckie w Rzeszy. Więźniowie otrzymywali od niej nie tylko paczki z żywnością i lekami, ale też listy ze słowami wsparcia i pociechy. Nie znali jej osobiście. Na paczkach kierowanych do obozu Grygowa zazwyczaj jako nadawcę podawała swoje imię i nazwisko więźnia – adresata. Nazywana była „Ciotka Antoniną” lub „Mateczką”.

W ostatnich dniach okupacji z inicjatywy Grygowej, we współpracy z jej córkami i mieszkańcami Lublina, zorganizowano szpitalik i jadłodajnię dla żołnierzy, a tuż po ucieczce Niemców – stołówkę dla uchodźców i więźniów wracających z obozów. Za bezinteresowną pomoc, jaką niosła z narażeniem życia uwięzionym w KL Lublin, na wniosek ocalałych jedną z lubelskich ulic w pobliżu obozu, nazwano imieniem Antoniny Grygowej.

W zbiorach Państwowego Muzeum na Majdanku znajdowały się dotychczas 24 grypsy pisane do „Ciotki Antoniny”, a przekazane zarówno przez byłych więźniów, jak i jej córkę – Zofię Putz. W skład zbioru wchodził też osobisty notatnik zawierający wpisy związane z wysyłaniem paczek do KL Lublin.

Przekazana do Muzeum kolekcja kolejnych 195 grypsów jest bardzo ważnym źródłem wiedzy o obozie koncentracyjnym na Majdanku, o przebywających tu więźniach i warunkach, w jakich tu funkcjonowali.