Przy okazji promocji "Zimnej wojny" w Rosji, Paweł Pawlikowski udzielił wywiadu Tatianie Rozensztejn z tygodnika "Ogoniok". Poza merytoryczną dyskusją o filmach polskiego reżysera, znalazły się utyskiwania twórcy na Polskę:

Kilka lat temu Polska skręciła ostro na prawo, nastroje się zmieniły. Film jest "dobry", jeśli przemilcza "nieprzyjemne fakty" z historii kraju. Jeśli ktoś podchodzi krytycznie do historii, to zaraz wybuchają podobne dyskusje. To bardzo niepokojące. Tak jak i to, że swobody obywatelskie i demokracja czują się coraz mniej pewnie

- żali się Pawlikowski. 

Na uwagę dziennikarki, która zwróciła uwagę, że "to bardziej niż zimną wojnę przypomina nastroje sprzed stu lat", reżyser odpowiedział:

Takie nastroje panują w całej Europie. Szczególnie wśród młodzieży, która zna historię jedynie z gier komputerowych. Polski film lat 50. był autorytarny i marksistowsko-leninowski. Nie należy go mylić z dzisiejszym nacjonalizmem [...] Nie przeczę, że w filmie są paralele pomiędzy Polską lat 50. i współczesną. I tu, i tam polityka ma charakter totalny.

Z ust reżysera padła też ciekawa deklaracja....:

[...] podoba mi się polski folklor, melancholijne pejzaże, poczucie humoru Polaków, ich zamiłowanie do liryki. Ale jest i druga strona medalu, jak w każdym społeczeństwie: kompleksy, nieufność, pretensjonalność. Nie chcę kręcić oskarżycielskich pamfletów, nie jestem publicystą, unikam tematów, których nienawidzę. Pewnie dlatego moje filmy są o przeszłości, o historii, a nie o współczesności.

To nie pierwszy raz, kiedy Pawlikowski narzeka na sytuację w Polsce. Przy okazji festiwalu w Cannes zrobiło się głośno na temat wywiadu udzielonego przez reżysera, w którym padają słowa o rzekomych "czarnych listach" funkcjonujących w Polsce: