Sprawa ulic noszących imiona komunistycznych zbrodniarzy i nazwy komunistycznych organizacji w Warszawie w prosty sposób dzieli ludzi i partie. Jaką trzeba być kanalią, by odmówić Danucie Siedzikównie „Ince” prawa do nazwania ulicy jej imieniem. Zamordowano ją, bo była sanitariuszką w oddziale antykomunistycznego podziemia. Ta siedemnastoletnia dziewczyna niosła pomoc i nadzieję na człowieczeństwo w czasach zdziczenia, które przyniosły wojna i komunizm. Gdyby nawet nie było podstaw prawnych, by jednej z warszawskich ulic nadać jej imię, to Warszawa miała obowiązek te podstawy stworzyć. Platforma Obywatelska, chociaż w znacznej mierze została stworzona przez służby specjalne, formalnie partią komunistyczną nigdy nie była. To wszystko bez znaczenia. Liczą się tylko interesy. Te są tak zapętlone, że PO dzisiaj musi bronić nazwisk komunistycznych zbrodniarzy na naszych ulicach i ubeckich emerytur.