Rosja nie byłaby sobą, gdyby przegapiła taką okazję: nie mogła jej stworzyć, ale nie spróbować wykorzystać – to nieprawdopodobne! Poprzednio w związku z próbą secesji Katalonii doświadczyli tego Hiszpanie i dzięki temu dużo na temat Rosji zrozumieli. Może i francuscy mainstreamowi miłośnicy Moskwy nieco otrzeźwieją? Cóż, tu, niestety, generalnie nie jestem optymistą. Rosja „poprze słuszne protesty” i będzie napuszczała jednych na drugich, a że konflikt jest rzeczywisty, a nie sztuczny, podniesie jego temperaturę o kilka stopni. Stara tradycja. Źle to wróży Ukrainie. Kto się przejmował w 1940 r. sowiecką aneksją państw bałtyckich, Besarabii i Bukowiny Północnej, gdy oczy świata zwrócone były na Pola Elizejskie, po których defilował Wehrmacht? Wszak to, co się dzieje w Paryżu, „zawsze jest ciekawsze”.