Szefowa brytyjskiego rządu przyznała, że gdyby obecna propozycja umowy z UE została poddana pod głosowanie już jutro, to zakończyłoby się ono „porażką (rządu) z wysoką różnicą głosów”. May, szefowa Partii Konserwatywnej, podkreśliła, że „słuchała bardzo uważnie tego, co było powiedziane w tej izbie i poza nią” na temat proponowanego porozumienia, w szczególności krytyki dotyczącej tzw. mechanizmu awaryjnego dotyczącego Irlandii Północnej.

Ktokolwiek to poprowadzi [proces wyjścia Wielkiej Brytanii z UE], będzie miał ten sam problem z większością [w parlamencie, której obecnie nie ma premier May] i będzie musiał negocjować z Demokratyczną Partią Unionistyczną (DUP) [koalicjant Partii Konserwatywnej (CP) w rządzie w Londynie i partia rządząca w Irlandii Północnej]. Więc pani May nie może, jak to kiedyś robili byli premierzy – Margaret Thatcher czy Tony Blair – po prostu podjąć decyzji i jej wprowadzić. Oni mieli wystarczająco dużą większość. Ona musi negocjować wszystko, każdy podpunkt, i tak samo musiałby każdy w jej sytuacji

- mówiła w niedawnym wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie” Ann Noreen Widdecombe – brytyjska emerytowana poseł z Partii Konserwatywnej. Była członkiem parlamentu przez ponad 20 lat (1987–2010). W 1993 r. przeszła z anglikanizmu na katolicyzm.

CZYTAJ WIĘCEJ: Unia Europejska w końcu wybuchnie

Jednak mimo trudnej sytuacji w samym Londynie na odcisk premier May zadecydował dziś nadeptać Donald Tusk…

„Postanowiłem zwołać szczyt unijny w sprawie Brexitu w czwartek. Nie będziemy renegocjować umowy, w tym backstopu, ale jesteśmy gotowi porozmawiać o tym, jak ułatwić ratyfikację (umowy - przyp. red.) przez Wielką Brytanię. Ponieważ czas ucieka, omówimy również nasze przygotowanie do scenariusza bez umowy”

- napisał Tusk dziś wieczorem na Twitterze.