Już wcześniej informowano, że zgromadzeni na manifestacji na paryskich Polach Elizejskich członkowie ruchu "żółtych kamizelek" starli się z policją, która użyła gazu łzawiącego. To już kolejny "gorący weekend" w stolicy Francji. Tydzień temu doszło do zamieszek na ogromną skalę i wszystko wskazuje na to, że dzisiaj sytuacja będzie analogiczna.

 

Do pierwszych incydentów na Polach Elizejskich doszło około godziny 9 rano. Manifestanci usiłowali sforsować kordon policji, na co członkowie sił bezpieczeństwa odpowiedzieli gazem łzawiącej.

Jak informuje agencja Reutera, zakapturzeni i zamaskowani protestujący rzucali w policjantów barierkami i innymi przedmiotami; podpalono kosze na śmieci. Inni zabarykadowali się w uliczkach w okolicy placu, na którym stoi Łuk Triumfalny.

Wśród 20 rannych osób jest trzech policjantów. Na ulicach słychać strzały.

Z kolei protestujący przedstawiciele "żółtych kamizelek" - jak nazywa się ruch sprzeciwiający się m.in. podwyżkom podatków od paliwa - zebrali się przy Łuku Triumfalnym. Śpiewają francuski hymn narodowy i wzywają do dymisji prezydenta Emmanuela Macrona.

Władze wcześniej obawiały się, że pod spontaniczny ruch podłączą się wyznawcy skrajnych ideologii.

Bandyci są mniejszością i nie ma dla nich miejsca na tych demonstracjach

- podkreślił w telewizji LCI rzecznik francuskiego rządu Benjamin Griveaux.

Z kolei wiceminister spraw wewnętrznych Laurent Nunez powiedział, że wokół Pól Elizejskich, poza terenem zabezpieczonym przez policję, znajduje się w około 3 tysięcy "awanturników". Miejsce dla demonstrantów jest monitorowany i aby do niego wejść, należy przejść kontrolę.