Deszczyca podkreślił w wywiadzie dla piątkowego "Dziennika Gazety Prawnej", że poprzez incydent w Cieśninie Kerczeńskiej prezydent Rosji Władimir Putin przypomniał, ale nie o Ukrainie, tylko przede wszystkim o sobie, "o tym, że nie zgadza się z tym stanem rzeczy, że chce więcej".

Zresztą cały czas chciał. Teraz testuje, czy może sobie pozwolić na bezprawne kontrolowanie Cieśniny Kerczeńskiej i Morza Azowskiego. Jeśli nic się nie stanie, nic go za to nie spotka, to posunie się dalej i sprawdzi, co się zadzieje, kiedy spróbuje kontrolować np. całe Morze Czarne. Czy świat będzie wtedy te udawał, że tego nie zauważa

- powiedział ambasador Ukrainy w Polsce.

Odnosząc się do reakcji międzynarodowych na ten incydent stwierdził, że "stanowisko powinno być ostrzejsze, poza tymi słowami powinny pójść dalsze czyny ze strony całej Unii Europejskiej i świata demokratycznego".

- Rosja wtedy zrozumie, że ponosi koszt za swoje agresywne działania - zaznaczył Deszczyca.

Dopóki Rosja nie odda naszych okrętów, nie wypuści naszych marynarzy, to cała Unia Europejska powinna nałożyć na Rosję dodatkowe sankcje. Specjalne sankcje za każde działanie Rosji. Oddzielna sankcja za każde działanie Rosji. Finansowa i gospodarcza. Chociażby wstrzymanie Nord Stream2

- powiedział Deszczyca. Zaznaczył, że "Polska jest bardzo stanowcza w kwestii sankcji wobec Rosji".

Deszczyca podkreśla dobre relacje z ministrem spraw zagranicznych Jackiem Czaputowiczem i Kancelarią Prezydenta RP.

- Proszę zauważyć jak szybko udało się zorganizować rozmowę telefoniczną naszych prezydentów. Rano następnego dnia po ataku rosyjskim nasz prezydent Poroszenko już rozmawiał z prezydentem Dudą - powiedział ukraiński dyplomata. Zaznaczył, że "prezydent polski stał się jednym z pierwszych, do którego zadzwonił prezydent Ukrainy, aby skoordynować dalsze działania wobec agresora".