Francuski prezydent starał się w swoim przemówieniu wyciągnąć z historii jeden wniosek – trzeba walczyć z „populistami” i „nacjonalistami”, którzy także dziś mają zagrażać Europie. To nic, że Viktor Orbán czy Matteo Salvini nie mają z tymi konotacjami historycznymi nic wspólnego. Blisko eurowybory i narracja o „populistach” to poręczny oręż w tej grze. Jak się przekonaliśmy, przed podobną instrumentalizacją ważnej rocznicy nie cofnęła się także nadwiślańska totalna opozycja.