W świątecznej komedii „Miłość jest wszystkim” Olaf Lubaszenko wpada w sam środek świątecznego chaosu, a zwykły przypadek decyduje o tym, że zostaje… Świętym Mikołajem. Wydawałoby się, że trudno o lepszego kandydata do tej roli, niż aktor obchodzący urodziny 6 grudnia. Jego bohater nie jest jednak typowym uśmiechniętym staruszkiem z siwą brodą. Antypatyczny, nielubiący dzieci, mówiący niewygodną prawdę prosto z mostu i serca Mikołaj nieoczekiwanie staje się bohaterem narodowym i główną atrakcją telewizyjnych programów na żywo:

Ta sytuacja trochę go przerasta

 – przyznaje sam aktor. Na planie, na jego bohatera, czekało również sporo zupełnie nie mikołajowych wyzwań. W tym: ucieczka przed paparazzi, kraksa samochodowa, a nawet skok z okrętu do lodowatej wody. Czy w tej roli poczuł się jak prawdziwy święty Mikołaj?

Kiedy kręciliśmy sekwencję przybycia świętego Mikołaja, były tam tłumy statystów i mnóstwo dzieci. Miały ze sobą przygotowane listy, bo wiedziały, że będzie święty Mikołaj. Ja byłem niezwykle wzruszony tą sytuacją, ale z drugiej strony – jak mogę tym dzieciom nie powiedzieć prawdy? Przecież list wręczony mnie chyba nie jest tak samo skuteczny jak list wręczony prawdziwemu Mikołajowi

- mówi Lubaszenko.

 Michał Kwieciński, reżyser filmu, podkreśla, że to postać Olafa Lubaszenki sprawia, że losy bohaterów łączą się w spójną całość:

To on uruchamia mechanizmy, dzięki którym bohaterowie naprawiają się, mądrzeją, przebaczają sobie

Czy jednak Jan zdoła pomóc także sobie i odnajdzie swoją dawno utraconą miłość? Po odpowiedź na to pytanie zapraszamy do kin - film trafi na ekrany już 23 listopada.