W lokalu wyborczym w okręgu nr 784 na Bielanach doszło do skandalicznej sytuacji. Pani Jolanta, osoba niewidoma, od jednego z członków komisji usłyszała, że urzędnicy z Bielan na szkoleniach powiedzieli im coś takiego: nakładki na karty do głosowania są fanaberią, bo naprawdę niepełnosprawni nie głosują.

Nie powinni czegoś takiego mówić

– powiedziała w rozmowie z niezalezna.pl Jolanta Kramarz, prezes Fundacji Vis Maior.

W relacji z dnia wyborów dowiadujemy się, że członek komisji zachęcał, by w zaistniałej sytuacji głos za osobę niepełnosprawną oddała będąca z nią wówczas sąsiadka. Głosowanie w tym wypadku byłoby jawne.

Na szczęście jedna z pań będąca w komisji zainterweniowała. Po około pół godziny z pobliskiego urzędu dostarczono nakładkę w alfabecie Braille’a na karty do głosowania.

Jak dowiadujemy się od pani Jolanty, na terenie jej dzielnicy mieszka sporo osób niewidomych.

Wydaje mi się, że ludzie nie są tu przyzwyczajeni do tego, że osoby niepełnosprawne mogą  żyć tak niezależnie

– powiedziała nasza rozmówczyni.

Skontaktowaliśmy się z rzecznik prasową urzędu dzielnicy Bielany, Małgorzatą Kink. Kobieta była zaskoczona przedstawioną przez nas sytuacją. Jak ustaliliśmy, szkolenie dla członków komisji wyborczych odbywało się w urzędzie.

Sprawdzę to, ale sytuacja wydaje mi się mało prawdopodobna, ponieważ u nas mamy nawet udogodnienia dla osób niewidomych w wydziale obsługi mieszkańców

– powiedziała nam na wstępie rzeczniczka, obiecując kontakt, gdy czegoś się dowie.

– Organizacją wyborów zajmuje się u nas wydział Obsługi Rady Dzielnicy Bielany. Rozmawiałam z naczelnikiem tego wydziału, który uczestniczył w tych szkoleniach. Mówił, że takie słowa nie padły, że była mowa o tym, że do tej pory nie zdarzyło się, by ktoś korzystał z takiej nakładki dla osób niewidomych i niedowidzących. One są dostępne, natomiast takiego przypadku na Bielanach nie było

– wyjaśniła Małgorzata Kink.

Jak poinformowała nas rzecznik prasowa, w tym roku urząd otrzymał 6 nakładek w alfabecie Braille’a na karty do głosowania, skorzystały z nich podczas tegorocznych wyborów dwie osoby.

Nakładki nie znajdowały się w lokalach wyborczych, były u nas w urzędzie. Mieliśmy do dyspozycji kierowcę. Podczas szkolenia uczestnicy komisji zostali poinformowani, że jeżeli jakiś wyborca zgłosi potrzebę skorzystania z takiej nakładki, ma wówczas mieć zapewnione miejsce do siedzenia, a nakładka jak najszybciej zostanie dostarczona. W tym wypadku tak się stało

– podała rzeczniczka.

Na kolejny telefon nie musieliśmy czekać długo. Po 20 minutach Małgorzata Kink oddzwoniła. Okazało się, że słowa jakie miały zostać użyte przez jednego z członków komisji (o fanaberiach z używaniem nakładki w alfabecie Braille’a), są przedmiotem wyjaśniania.

My też dostaliśmy taką skargę, w tej chwili jest ona wyjaśniana. Skarga ta następnie trafi do szefa tej komisji i będę mogła sprawę skomentować, gdy zostanie ona wyjaśniona wewnętrznie

– poinformowała nas Kink.

Jeśli takie słowa padły, to oczywiście tak, jest to naganne zachowanie. My tę sprawę w tej chwili wyjaśniamy, musimy zweryfikować, czy ktoś słyszał jeszcze te słowa, czy przewodniczący komisji to potwierdzi

– dodała rzeczniczka.

Skontaktowaliśmy się z rzecznikiem Państwowej Komisji Wyborczej, Wojciechem Dąbrówką. Na stwierdzenie , że jeśli takie słowa padły, to jest to dyskryminacja osób niepełnosprawnych jako wyborców, rzecznik PKW powiedział:

Dobrze pan to ujął. Ja natomiast nie wiem, czy taka sytuacja miała miejsce, musiałbym to sprawdzić. Nie sądzę, by takie słowa padły, bo to są skandaliczne słowa

– powiedział w rozmowie z niezalezna.pl Dąbrówka.

Rzecznik PKW ocenił, ze „bliżej” sytuacji powinno być Krajowe Biuro Wyborcze.

We środę rozmawialiśmy z KBW. Poproszono nas o wysłanie pytań na pocztę e-mail. Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Dziś usłyszeliśmy w Krajowym Biurze Wyborczym, że odpowiedź będzie, lecz „trudno powiedzieć kiedy”.

Odpowiedzi udzielimy najpilniej, nie wiem, czy to będzie dzisiaj, czy w poniedziałek

– usłyszeliśmy.

Zapytaliśmy Jolantę Kramarz, która doświadczyła tak paskudnego traktowania, co jeszcze można zrobić, by takich jak wyżej opisanych przypadków było jak najmniej?

– Myślę, że ludzie z niepełnosprawnościami powinni prowadzić takie szkolenia, ci, którzy też kiedyś walczyli o nakładki. My składaliśmy dawniej protesty wyborcze. Jesteśmy osobami, które są bardziej przekonane do tego typu rozwiązań. My czujemy się odpowiedzialni za to, co się dzieje ze sprawami niepełnosprawnych, za sprawy społeczne, za wybory. Wydaje mi się, że takie szkolenia mogłyby prowadzić osoby aktywne, którym na tej kwestii zależy

– powiedziała dla niezalezna.pl prezes zarządu Fundacji Vis Maior.

Chodzi przede wszystkim o to, by takich wyborców nie lekceważyć

– zakończyła Jolanta Kramarz.