Maszyna ze 189 osobami na pokładzie runęła do morza wkrótce po wylocie z Dżakarty. Według służb ratowniczych szanse na odnalezienie ewentualnych ocalałych z katastrofy są znikome. Wrak samolotu spoczywa na głębokości około 35 metrów.

Firma Boeing poinformowała, że „udziela technicznego wsparcia na prośbę i pod kierownictwem władz rządowych prowadzących śledztwo w sprawie wypadku”. Również rzecznik NTSB podał, że agencja udziela pomocy w tym dochodzeniu.

Na pokładzie samolotu było dwóch obcokrajowców - pasażer z Włoch oraz 31-letni kapitan z Indii, który - jak pisze Reuters - miał wylatanych za sterami 6 tys. godzin.

Maszyna leciała do miasta Pangkal Pinang na wyspie Bangka, w pobliżu Sumatry. Samolot zniknął z ekranów radarów około 13 minut po starcie. Utracono także kontakt radiowy z jego załogą. Według indonezyjskich służb żeglugi powietrznej tuż przed utratą kontaktu załoga samolotu prosiła o powrót na lotnisko. Kontrola ruchu lotniczego zezwoliła na to, po czym utracono połączenie z maszyną.

Na razie przyczyny katastrofy nie są znane. Linie lotnicze Lion Air poinformowały, że samolot był sprawny i od sierpnia był wykorzystywany wyłącznie przez tego przewoźnika. Maszyna, która wykonywała feralny lot, była prawie nowa - pierwszy raz wzbiła się w powietrze 15 sierpnia br. Lion Air zapewniają, że przed poniedziałkowym połączeniem specjalizujący się w boeingach technik inżynier orzekł, że samolot jest sprawny.

Wcześniej szef Lion Air Edward Sirait informował, że samolot, który się rozbił, miał problem techniczny podczas poprzedniego lotu, ale został on rozwiązany zgodnie z procedurami producenta. Problem z poprzedniego lotu maszyny ma być elementem śledztwa.