Sąd, który nie uwzględnił wniosku o areszt, zamiast tego wyznaczył wobec podejrzanego 500 tys. zł poręczenia majątkowego – powiedział dzisiaj dziennikarzom naczelnik śląskiego Wydziału Prokuratury Krajowej Tomasz Tadla.

W ostatnich dniach CBŚP zatrzymało w woj. śląskim i Krakowie osiem kolejnych osób - w tym pięciu podejrzanych o udział w grupie przestępczej powiązanej z pseudokibicami klubu Ruch Chorzów, zostali oni aresztowani. Wraz z nimi zatrzymano trzech lekarzy sądowych ze Śląska, którzy mieli za łapówki wystawiać członkom grupy zaświadczenia, umożliwiające im torpedowanie procesów, w których odpowiadali.

Toczące się w Katowicach śledztwo dotyczy kilkudziesięciu przestępstw – m.in. pobić, obrotu narkotykami oraz włamań i kradzieży. Po ostatnich zatrzymaniach liczba podejrzanych wzrosła do 69 osób, z czego 36 jest aresztowanych.

Prokurator i funkcjonariusze policji ujawnili, że członkowie tej grupy w przeszłości, w ramach innych procesów, które się przeciwko nim toczyły w śląskich sądach, posługiwali się poświadczającymi nieprawdę dokumentami, usprawiedliwiającymi ich nieobecność z powodu stanu zdrowia

- powiedział prok. Tadla.

Dokumenty te wystawiali lekarze sądowi, którzy – według ustaleń śledztwa – brali za to łapówki w wysokości od 100 do 500 zł. Są podejrzani o poświadczanie nieprawdy w dokumentach, utrudnianie postępowania oraz przyjmowanie korzyści majątkowych. Wobec dwóch z nich prokuratura zastosowała poręczenia majątkowe w wysokości 100 tys. zł i 30 tys. zł, wystąpiła natomiast o aresztowanie trzeciego z lekarzy. Sąd nie uwzględnił tego wniosku i wyznaczył dla podejrzanego pół miliona złotych poręczenia.

Ta decyzja będzie zaskarżona przez prokuratora. Uważamy, że na obecnym etapie tylko izolacyjny środek gwarantuje prawidłowy tok postępowania karnego

- wskazał prok. Tadla.

Jak zaznaczył, przed wystawieniem zaświadczenia lekarz jest zobowiązany do zbadania pacjenta. W tej sprawie w wielu przypadkach do badania w ogóle nie dochodziło, zdarzało się też, że po zaświadczenie przychodziły zupełnie inne osoby niż te, których dotyczyły te dokumenty; wystawiano je też w samochodach czy prywatnych mieszkaniach – mówią prokuratorzy.

Potem te zaświadczenia trafiały przed sąd i w wielu przypadkach były podstawą do torpedowania postępowań karnych, postępowań sądowych. Prowadziły do tego, że rozprawy nie mogły się odbywać albo odbywały się bez udziału oskarżonych

- wyjaśnił Tadla. Śledczy mają na razie udokumentowaną wiedzę o kilkunastu nieprawdziwych zaświadczeniach wystawionych za łapówki, którymi posłużono się potem przed sądem.

Jak podkreśla prokuratura, choć lekarze nie są podejrzani o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, doskonale wiedzieli, komu wystawiają zaświadczenia i jakie ciążą na tych osobach zarzuty. Okoliczności wystawiania nieprawdziwych zaświadczań będą jeszcze badane przez prokuraturę.

Do ostatnich zatrzymań doszło w woj. śląskim i Krakowie. Pięciu osobom podejrzanym o udział gangu związanym z Ruchem Chorzów zarzuca się m.in. kradzieże, kradzieże z włamaniem do magazynów, biur i obiektów usługowych, obrót znacznymi ilościami narkotyków oraz wręczanie łapówek. Jedno z przestępstw miało miejsce w Ostrawie, gdzie doszło do kradzieży kilkuset kilogramów tytoniu.

Były to kolejne zatrzymania w ramach dużego śledztwa. W maju br. podczas operacji z udziałem ponad tysiąca funkcjonariuszy - w tym także Straży Granicznej i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - na Śląsku i w Małopolsce zatrzymano około 40 osób. Większości przedstawiono zarzuty udziału w zorganizowanych grupach przestępczych. Zabezpieczono wtedy kokainę, amfetaminę, marihuanę, kilkadziesiąt maczet, pałek teleskopowych oraz środki pirotechniczne i siedem sztuk broni. Akcję poprzedziła wielomiesięczna praca CBŚP pod nadzorem wydziałów PK na Śląsku i w Małopolsce.

W woj. śląskim zatrzymano wtedy około 30 osób. Jedna z nich jest podejrzana o kierowanie gangiem, inne – o udział w nim. Zatrzymani w śląskim wątku sprawy usłyszeli już wcześniej zarzuty, które obejmują m.in. pobicia, w tym pobicia ze skutkiem śmiertelnym, do którego doszło 24 października 2017 r. w Rudzie Śląskiej. 26-latek został tam pobity pałkami i kijami bejsbolowymi, zmarł tydzień później w szpitalu. Jak wówczas podawano, oprawców prawdopodobnie było około dziesięciu. Według mediów, tłem pobicia miały być porachunki tzw. pseudokibiców.

Nie wiadomo, jak długo jeszcze potrwa śledztwo. Jak podaje prokuratura, trwa kompletowanie materiału dowodowego i weryfikacja linii obrony podejrzanych. Prokuratura nie ujawnia, które osoby przyznają się do winy - wiadomo, że niektóre z nich zdecydowały się na złożenie wyjaśnień. Policja i prokuratura w dalszym ciągu określają sprawę jako rozwojową.