Wiceprzewodniczący Rady Miasta Lublin Mieczysław Ryba otworzył sesję, ale z powodu nieobecności radnych PO i Wspólnego Lublina zabrakło kworum (obecności co najmniej 16 radnych) niezbędnego do prowadzenie obrad i podejmowania uchwał. W tej sytuacji Ryba zamknął sesję.

Radni PiS przyjęli stanowisko, w którym wyrazili oburzenie z powodu "masowej nieobecności" radnych PO i Wspólnego Lublina na sesji.

"Naszym zdaniem, taka postawa jest wyrazem lekceważenia mieszkańców Lublina i stoi w sprzeczności z ustawowymi obowiązkami, jakie ciążą na radnych. Uniemożliwienie procedowania nad problemami tak poruszającymi mieszkańców, jak ów marsz jest wyrazem skrajnej nieodpowiedzialności, a nawet tchórzostwa"

– głosi stanowisko.

Przewodniczący klubu radnych PiS Tomasz Pitucha powiedział, że to pierwszy przypadek w historii lubelskiego samorządu, kiedy obrady zbojkotował klub PO. Zapowiedział, że jeszcze dziś adni PiS złożą wniosek o zwołanie kolejnej sesji rady miasta na ten temat, która miałaby odbyć się w przyszłym tygodniu.

Piątkowa sesja nadzwyczajna została zwołana na wniosek radnych PiS. Domagają się oni od prezydenta miasta zakazania Marszu Równości, który ma przejść ulicami Lublina 13 października. Na sesji miało być głosowane stanowisko, w którym radni podkreślają m.in., że celem marszu jest obrona praw osób o odmiennej orientacji seksualnej, ale tego typu zagrożenia w Lublinie "nie występowały i nie występują", dlatego ich zdaniem faktycznym celem manifestacji jest najprawdopodobniej m.in. "promocja niezgodnych z naturą zachowań seksualnych".

Prezydent Lublina Krzysztof Żuk, który także nie przyszedł na obrady, informował wcześniej, że zakazywanie przez niego organizowania marszu byłoby złamaniem prawa.

Planowany Marsz Równości budzi także sprzeciw środowisk narodowych. W Lublinie pojawiły się plakaty z napisami "Nie dla marszu homoseksualistów", "Lublin miastem bez dewiacji" oraz zapowiedzią kontrmanifestacji organizowanej 13 października przez Młodzież Wszechpolską, ONR i fundację "Życie i Rodzina".