Rzeczonych taśm nie ma, zeznający kelnerzy twierdzą, że nagranie było bardzo niewyraźne, a i sens tego, co ponoć usłyszeli, nie jest dowodem na żadne naganne działanie obecnego premiera. Na dodatek wszystkie okoliczności znane są od około trzech lat i jak do tej pory żadna redakcja nie zajęła się tym tematem z prozaicznej przyczyny – nie ma tam nic ciekawego. Rzecz jasna, zupełnie przypadkiem panowie żurnaliści, jak w filmie „Miś”, przechodzili obok sądu „z tragarzami” i przypadkiem zdecydowali się opublikować tego odgrzewanego kotleta akurat na trzy tygodnie przed wyborami. Nie miejmy złudzeń. Zgodnie ze stalinowską teorią „zaostrzania się walki klasowej” im mniej postkomuna ma istotnego do powiedzenia w debacie politycznej i im bardziej staje się to oczywiste nawet dla jej wyborców, tym więcej będzie w usługowych mediach brudnych chwytów i manipulacji.