Konarski jest jednym z pięciu siatkarzy z drużyny Vitala Heynena, który także cztery lata temu pod wodzą Stephane'a Antigi sięgnął po tytuł mistrza globu. Wówczas także w finale biało-czerwoni zmierzyli się z Brazylijczykami i wtedy triumfowali 3:1.

"W 2014 roku to były wielkie emocje. Było ciężko, a teraz wyjątkowo spokojnie. Aż sam jestem w szoku, że tak wyszło. Może pod koniec trzeciego seta było lekko nerwowo, ale widać było, że byliśmy lepsi. Nawet patrząc na rywali na boisku, w kwadracie rezerwowych czy ich sztab widać było, że sami nie wierzyli, iż jeszcze mogą odwrócić losy tego meczu. Jakoś tak poszło...znowu nam się rywale podłożyli, wygraliśmy"

- skwitował z uśmiechem zawodnik.

Zrobił aluzję do spotkania drugiej rundy MŚ z Serbami. Biało-czerwoni walczyli wówczas o życie, a ekipa z Bałkanów była już pewna awansu do "szóstki" i zaprezentowała się bardzo słabo, przegrywając gładko 0:3. Wiele osób uznało wtedy, że podopiecznym Nikoli Grbica nie zależało wówczas na odniesieniu zwycięstwa.