Nasza gospodarka, choć technologicznie wciąż oparta na podwykonawstwie, zaczyna coraz bardziej przypominać model niemiecki, a mniej francuski czy południowy. By się nadal rozwijać, potrzebujemy jednak rodzimego kapitału, więcej surowców oraz lepszych rynków zbytu. Od wymarzonej nad Sekwaną unii transferowej, czyli otrzymywania od Niemiec rodzaju zapomogi, wolimy więc samodzielność i konkurencję. Chcemy mieć swój przemysł i usługi, swoje rynki i swoich partnerów gospodarczych. Dlatego nie zależy nam na Unii Europejskiej, która jest mała, ale za to silnie zintegrowana. Przeciwnie, chcemy poszerzenia UE o Bałkany Zachodnie i głębszej współpracy z innymi krajami, które chcą się wyrwać spod rosyjskiej kurateli. Ukraina to np. potężny rynek. Mimo wojny jej największym partnerem handlowym jest wciąż Rosja. Dlaczegóż teraz nie miałaby się nim stać Polska?