Cezary P. odpowiada przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ w związku z oskarżeniem o sprzedaż kokainy wartej co najmniej milion złotych. Dzisiaj, podczas kolejnej rozprawy, w charakterze świadka przesłuchiwany był showman Bilguun A. Został wezwany, bo dzwonił do Cezarego P. w czasie, gdy "diler gwiazd" miał założony przez policję podsłuch. Mówił oskarżonemu, że chciałby kupić "połówkę słabego".

Bilguun A. powiedział w sądzie, że nie jest pewien, czy na nagraniach słyszy swój głos, bo brzmi na "bardzo zmęczony", a Cezarego P. "kojarzy bardziej z mediów". Dodał, że "można powiedzieć, że się z nim spotkał", ale nie pamięta, kiedy i w jakim celu. 31-letni showman zapewnił, że przez telefon nie zamawiał u oskarżonego narkotyków, ani (jak zeznawali inni świadkowie) alkoholu. "To za drogo wychodzi" – stwierdził A.

Jednak kilkanaście miesięcy wcześniej przesłuchiwany przez policję Bilguun A. zeznał coś zupełnie innego. "Polecił mi go (Cezarego P.) kolega jako mentora imprezowego, kolegę od zadań specjalnych. Zdarzyło mi się od niego kupić środki pobudzające, ta substancja była w błyszczącym opakowaniu. Na pewno kupiłem substancję dwa razy, może więcej. (…) Nie przypominam sobie innej ceny niż 300 zł" – tak brzmiał protokół, który odczytała świadkowi sędzia Anita Kowal.

Poproszony o ustosunkowanie się do odczytanych zeznań powiedział, że nie potwierdza, żeby mówił "o jakichś zawiniątkach i o kwotach, to było sugerowane przez funkcjonariuszy" – oświadczył A.

"Czy pan mówił prawdę? Czy kłamał?" – zapytała prokurator Natalia Zajc. Bilguun A. powiedział, że "starał się mówić prawdę", ale kwestię o zawiniątkach zmyślił. "To była fantazja" – stwierdził. Świadek oznajmił, że zeznał w ten sposób, bo czuł, że tego oczekują od niego funkcjonariusze policji. Jednocześnie potwierdził, że przed przesłuchaniem został pouczony o grożącej mu odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań.

Prokurator Zajc zwróciła się do sądu o przesłanie kserokopii z protokołu dzisiejszej rozprawy i kopii protokołu z przesłuchania ze śledztwa. "Celem rozważenia wszczęcia postępowania" – powiedziała oskarżycielka.

Artykuł 233 p. 1 kodeksu karnego stanowi, że kto, "składając zeznanie mające służyć za dowód w postępowaniu sądowym lub w innym postępowaniu prowadzonym na podstawie ustawy, zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".

Dzisiaj przed sądem zeznawała także 38-letnia kobieta z branży budowlanej, która na większość pytań sądu odmówiła odpowiedzi. 44-letnia kosmetyczka, którą także nagrano, jak dzwoniła do Cezarego P., skorzystała z prawa do odmowy składania zeznań, bo w Centralnym Biurze Śledczym Policji usłyszała zarzuty posiadania 14,5 g kokainy kupionej od "dilera gwiazd". Z kolei pracownik Teatru Wielkiego mimo dowodu w postaci rozmowy telefonicznej oznajmił, że "nie zna Czarka".

Natomiast syn znanej piosenkarki Andrzej D. zeznał, że "kojarzy oskarżonego", którego poznał "w 2014 albo 2015 r. na jakiejś zabawie". Cezary P. miał mu "zaproponować swoje usługi", ale D. powiedział, że chodziło wyłącznie o przywiezienie alkoholu na imprezę albo o transport, bo "miał dobry samochód i szybko jeździł". "Nigdy nie kupowałem od Cezarego narkotyków. Ten temat się nigdy nie pojawiał" – zapewnił.

Podczas dzisiejszej rozprawy sąd przesłuchał także dwóch świadków, którzy przyznali, że od oskarżonego kupowali narkotyki.

"Kupowaliśmy od niego kokainę, była zabawa. Nie wiem, ile mu płaciłem" – zeznał Karim L. Z kolei Bartosz F. powiedział, że zna Cezarego P. "To diler. Płaciłem 150 zł za zawiniątko srebrne. Miał też coś po 500 zł. Ostatnio od niego kupiłem w 2016 r., w zimę. Alkoholu nigdy od niego nie kupiłem" – potwierdził F.

Cezary P. wiosną 2016 r. został zatrzymany podczas transakcji narkotykowej i od tego czasu przebywa w areszcie śledczym. Mimo setek nagrań i innych dowodów, jakie zebrała prokuratura, "diler gwiazd" nie przyznał się do winy. Wyjaśniał, że narkotyki posiadał wyłącznie na własny użytek, bo jak "miał bóle", zjadał trzy gramy kokainy w półgodzinnych odstępach.

Według prokuratury oskarżony sprzedał kokainę wartą co najmniej milion złotych. Miały mu pomagać, m.in. żona Iwona i córka Patrycja (również oskarżone) oraz kilka osób z grona znajomych, które miały naganiać mu klientów. 

"Gazeta Polska" ujawniła, że według aktu oskarżenia kokainę od Cezarego P. kupował także Tomasz M. - były senator PO, dziś biznesmen.