Red. Pyza bronił już wcześniej ściągniętego przez prokuraturę eksperta Theodore'a Postola, pisząc, że jest to "człowiek faktycznie bezkompromisowy, nie wahający się narazić żadnemu rządowi", a do tego "wręcz wrogo nastawiony do rosyjskich mediów za przekłamania jego wypowiedzi". Nie objaśnił jednak, dlaczego Postol - skoro się tak na Rosjan zezłościł - jest regularnym gościem ośrodków rosyjskiej propagandy. Nie odniósł się też do tekstu "GP" o naukowej asystentce Postola, która głosi, iż światem rządzą Zakon Iluminatów i Żydzi, jedyne państwa niezniewolone przez żydowskich bankierów to Korea Północna, Iran, Syria i Kuba, a z terroryzmem walczy zaś tylko Władimir Putin. 

Dziennikarz wpolityce.pl przed 10 kwietnia 2018 r. twierdził też, że podkomisja smoleńska nie opublikuje żadnego raportu, nawet technicznego. Rewelacje te okazały się warte tyle samo co sławne przepowiednie Krzysztofa Jackowskiego.

Teraz red. Pyza pisze:

Podobnie należy traktować publikację „Gazety Polskiej” sprzed tygodnia. W czasie pracy śledczych na Siewiernym z okładki zakrzyknęła ona, że „Rosjanie podmienili czarne skrzynki”. Tekst na ten temat aż roi się od przekłamań i nadinterpretacji, ale przede wszystkim pomija on zasadniczą część dokumentacji, z której wzięły się te okładkowe rewelacje.

Jaka to "zasadnicza część dokumentacji"? Dziennikarz wyjaśnia:

Otóż do obu protokołów z odnalezienia czarnych skrzynek (jeden sporządzony między 14:30 a 20:55, drugi – pomiędzy 20:00 a 22:40) zostały załączone fotografie. Porównanie zdjęć rejestratorów wykonanych po południu (jeszcze w wyraźnym świetle słonecznym) i wieczorem (przy użyciu lampy błyskowej) pozwala na łatwe dostrzeżenie tych samych uszkodzeń (Pomijam już fakt, że przy pierwszych oględzinach – w trakcie których bardziej skupiano się na poszukiwaniu szczątków ofiar – rejestratory były po prostu bardziej ubłocone niż przy sporządzaniu wieczornego, dokładniejszego opisu). Pytanie więc: dlaczego bezkrytycznie przyjmujemy tekst protokołu (we wcześniejszym nie zauważono uszkodzeń, w późniejszym już je opisano), a fotografie uznajemy za niewiarygodne?

Jako autor artykułu odpowiadam więc. Teza o podmianie rejestratorów narzuca się sama:

Po pierwsze: te same (czy też takie same) "czarne skrzynki" - rejestrator parametrów lotu FDR i rejestrator rozmów w kokpicie CVR - znaleziono tego samego dnia dwukrotnie: wczesnym popołudniem oraz wieczorem. Podkreślam: nie "zbadano dwukrotnie", lecz "znaleziono dwukrotnie". Wynika to wprost z rosyjskich protokołów.

Po drugie: po znalezieniu rejestratorów wczesnym popołudniem zostały one zapakowane w polietylenowe worki i zabrane z miejsca katastrofy. Tymczasem skrzynki odnalezione po godz. 20:30 zabezpieczono w kartonowych pudłach zaklejonych taśmą klejącą. Skoro były to TE SAME rejestratory, to gdzie tkwi tajemnica przemieszczania się z ich wrakowiska do worków, a następnie znowu na wrakowisko i potem do kartonów?

Po trzecie: w popołudniowych protokołach dwukrotnie podkreśla się, że "nie stwierdzono uszkodzeń obudowy". Tymczasem po powtórnym "odnalezieniu" rejestratorów wieczorem Rosjanie stwierdzają: W górnej części obudowy w okolicy uchwytów poszycie azbestowe ma uszkodzenia w kształcie różnych pęknięć, analogiczne uszkodzenia są widoczne na częściach bocznej i dolnej. Również w części dolnej ujawniono wiązkę uszkodzonych przewodów, wychodzących z otworu technologicznego [...]  Na obudowie widać liczne i rozległe uszkodzenia osłony azbestowej. 

Marek Pyza sugeruje w ostatnim tekście, że z dołączonych do protokołów zdjęć wynika, iż po południu i wieczorem badano te same skrzynki - tyle że wieczorem Rosjanie mieli obejrzeć je dokładniej. Wyżej wymienione punkty (zwł. pkt 2.) przeczą tej tezie, ale pomińmy to i skoncentrujmy się na zdjęciach. W ostatnim numerze "Gazety Polskiej" opisaliśmy bowiem dokładnie dokumentację fotograficzną dołączoną do protokołów. Wynika z niej, że:

- fotografie dołączone do protokołu popołudniowego, czyli opisującego oględziny czarnych skrzynek rozpoczęte po godz. 14:30, to kopie dwudziestu zdjęć wklejonych w edytor tekstu i wydrukowanych. Gdy sprawdzi się dokumentację źródłową towarzyszącą tym kopiom fotografii, czyli pliki jpg - a dokładniej ich tzw. metadane (informacje o danym zdjęciu zapisane w pliku) - okazuje się, że daty wykonania tychże zdjęć... nie pokrywają się z datą oględzin. Same karty z kopiami fotografii także pozostawiają wiele do życzenia. W jednym miejscu brakuje np. trzech zdjęć, które Rosjanie po prostu z jakichś sobie tylko znanych względów usunęli, gdyż w kartach pozostały wyłącznie opisy obrazów.
- fotografie dołączone do protokołów wieczornych są jeszcze mniej wiarygodne, gdyż są to jedynie kopie zdjęć wklejonych w edytor tekstu. Nie ma ani dokumentacji źródłowej - a więc plików w formacie jpg,  dzięki którym można by określić czas wykonania fotografii, markę aparatu itd. - ani nawet opisu zdjęć pozwalającego przypisać je do konkretnych obiektów i czynności. Nie pomaga przy tym jakość samych fotografii, które wykonane zostały w takim powiększeniu, iż nie da się powiedzieć, w jakim miejscu i w otoczeniu jakich elementów znaleziono poszczególne elementy tupolewa, w tym rejestratory lotu. Słowem: twierdzenia, że te zdjęcia zostały zrobione 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, można przyjąć tylko na wiarę.

Jak streścił nasze ustalenia Marek Pyza? Widocznie się spieszył albo nie doczytał, gdyż wystarczyło mu jedno zdanie:

W środę „Gazeta Polska” oznajmiła: zdjęcia do rosyjskich protokołów są niewiarygodne, bo nie nadesłano wszystkich, jakie zostały wówczas zrobione. Ręce opadają…

No właśnie - ręce opadają.