Minister Antoni Macierewicz spotkał się dzisiaj w Warszawie z członkami Bielańsko-Żoliborskiego Klubu Gazety Polskiej.

Nasza reporterka skorzystała z okazji i zapytała byłego szefa MON, czy być może w Polsce zbyt dużą wagę przykładamy do wizyty Ludmiły Kozłowskiej w Bundestagu, bo w Niemczech nie wywołała ona dużego zainteresowania.

CZYTAJ WIĘCEJ: Niemcy zaprosili Kozłowską z powodu ich "interesu narodowego". „To prowokacyjne zachowanie”

- Są tacy, którzy mówią, że ilość ludzi nasłanych przez GRU i FSB w czasach komunistycznych, i później za Putina, do Niemiec była tak duża, że oni problematyki agentury wpływu wręcz już nie zauważają i nie zdają sobie sprawy, że jest to realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa

- stwierdził minister Macierewicz,

Były szef MON podkreślił, że obecność Kozłowskiej w Bundestagu to sprawa bardzo poważna.

- Rzecz jest zupełnie jednoznaczna, w sposób demonstracyjny przedstawiciele władzy ustawodawczej niemieckiej Bundestagu podkreślają swoją solidarność z agenturą rosyjską. Nie ma, nie tylko w wymiarze prestiżowym, gorszego policzka, ale też bardziej jednoznacznego opowiedzenia się po stronie rosyjskiej, a nawet sowieckiej

- stwierdził minister Macierewicz.

W trakcie rozmowy na spotkaniu z klubem "Gazety Polskiej" były szef MON został zapytany przez nasza reporterkę o przewiezienie z USA do Polski Dariusza Przywieczerskiego, skazanego za udział w przekręcie FOZZ. Czy on był "mózgiem tej afery"?

- Nie, mózgiem FOZZ-u były władze wywiadu sowieckiego, władze GRU - stwierdził A. Macierewicz, dodając, ze Przywieczerski był jedynie podwykonawcą tej operacji.

Całą rozmowę można obejrzeć tutaj