Rynek medialny w Polsce przypomina obraz bitwy pod Grunwaldem. Walczymy na różne narzędzia, najmniej w tym wszystkim jest niestety dziennikarstwa. Rzetelnego, misyjnego. Jestem pod wrażeniem tego, że ciągle jeszcze w tym zawodzie misja jest przynależna do pewnych nazwisk, redakcji, grup, ale na pewno nie do środowiska. Jesteśmy świadkami absolutnego upadku obyczajów dziennikarskich

- przekonywał na Forum Ekonomicznym w Krynicy-Zdroju Kamil Durczok.

Problem leży nie tyle w samym stwierdzeniu, lecz w tym, kto je wypowiedział. Kamil Durczok od wielu miesięcy jest bowiem spalony w środowisku dziennikarskim, m.in. ze względu na oskarżenia o molestowanie seksualne i mobbing opisane przez tygodnik „Wprost”. Sąd miał ustalić, że do molestowania opisanego w pierwszym artykule opublikowanym przez tygodnik doszło w warszawskim klubie „Tango”.

Tygodnik „Wprost” informuje, że „rozmawiający siedzieli w zacisznym miejscu, blisko siebie”. Jak czytamy, Kamil Durczok miał mówić o wykrytej chorobie, oraz o tym, że idzie na badania.

„Odpiął koszulę, pokazywał na tors i powiedział, że jest coś nie tak”

– czytamy na stronie tygodnika. Jak podaje wprost.pl, Durczok także mówiąc o tańczącej koleżance wygłosił uwagę, że „chętnie by się wśliznął pomiędzy jej uda”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Jest uzasadnienie wyroku w sprawie Durczoka. Sąd: Jego zachowanie miało znamiona molestowania

Po ujawnieniu skandalu, Durczok domagał się od „Wprost” przeprosin i rekompensaty w wysokości... dwóch milionów złotych. Były gwiazdor TVN miał jednak pecha, bo ostatecznie sprawę przegrał, a sąd jednoznacznie uznał, że „zachowanie Kamila Durczoka miało znamiona molestowania seksualnego”.

W obliczu przywołanych wyżej faktów, wypowiedź Durczoka nabiera szczególnej wymowy. Oskarżany przez kilka kobiet o napastowanie seksualne i mobbing dziennikarz próbuje pozować na autorytet i chce uczyć innych dziennikarskiej etyki. Chwila autorefleksji czy zwykła hipokryzja? Niestety, obawiamy się, że to drugie.