Po tym jak wczoraj historię ujawniły chorwackie media głos w sprawie zajęła także dyrekcja HRT i potwierdziła, że bada zarzuty obciążające jej pracowników.

„Rozpoczęliśmy procedurę potwierdzającą naruszenie obowiązków kilkorga z naszych pracowników. Jest ona związana z niewłaściwym wykorzystaniem wejściówek na mistrzostwa świata w Rosji, na mecze, w których występowała chorwacka reprezentacja" - napisano w oświadczeniu.

Zagrzebski dziennik "Jutarnji list" napisał, że wśród tych pracowników znajduje się popularny komentator sportowy Drago Cosic oraz Sasa Drinic - międzynarodowy koordynator HRT.

Dwójka podejrzanych zdaniem "Jutarnjiego listu", powołując się na swoje źródła, już przed rozpoczęciem mistrzostw domagała się biletów od FIFA przez Europejską Unię Nadawców (EBU). Dzięki nim otrzymali 40 wejściówek, z czego 4 na mecz finałowy mistrzostw, cztery na półfinałowy, a pozostałe na resztę spotkań turnieju. Jak dodaje gazeta, dyrekcja HRT nie miała o tym pojęcia.

Chorwackie media twierdzą, że FIFA dopiero w dniu finału mistrzostw świata zorientowała się po numerze seryjnym, że niektóre z biletów przekazane Chorwatom są dostępne na czarnym rynku. Rzecz dotyczy konkretnie czterech biletów na finał, które zgodnie z ustaleniami dziennika miały być sprzedane za 18,5 tysiąca euro.

FIFA zastopowała sprzedaż biletów i poprosiła EBU, aby zbadała w jaki sposób bilety znalazły się na czarnym rynku.

Niedługo potem EBU zarządała od HRT reakcji na tę sprawę.

„Natychmiast po otrzymaniu informacji od EBU, podjęliśmy wszystkie potrzebne kroki w tej sprawie oraz poinformowaliśmy o niej odpowiednie organy państwowe“ - oświadczyła HRT. "Jutarnji list" napisał jednak, że prokuratura krajowa nie ma żadnych informacji na temat tej sprawy.

Cosic, który unika odpowiedzi na zarzuty, jest aktualnie najpopularniejszym sprawozdawcą piłkarskim w Chorwacji, znanym ze swojego temperamentu i głośnego komentowania spotkań w stylu południowoamerykańskim.

Media, powołując się na źródła w HRT, nieoficjalnie donoszą, że w wyjaśnieniach złożonych pracodawcy odrzucił oskarżenia tłumacząc, że biletów nie sprzedawał, ale rozdał je swoim znajomym.