W ubiegłym tygodniu Archidiecezja Warszawska opublikowała polskie tłumaczenie Dekretu o heroiczności cnót kardynała Stefana Wyszyńskiego. Oznacza to, że proces beatyfikacyjny Prymasa Tysiąclecia wyszedł z impasu. Polska publikacja dekretu następuje w sierpniu, dokładnie pomiędzy dwoma wielkimi świętami maryjnymi, gdy tysiące pielgrzymów ciągną na Jasną Górę. Właśnie tam jako dzieciak, podczas uroczystości Milenium, pod szczytem sanktuarium, stojąc z zadartą głową, widziałem pierwszy raz na żywo księdza Prymasa. Z Jasną Górą wiążą się najważniejsze dzieła kardynała Wyszyńskiego, które określiły krajobraz duchowy Polski. Jasnogórskie Śluby Narodu z 1956 roku, Wielka Nowenna i peregrynacja kopii cudowenj ikony, a w końcu obchody Milenium 1966 roku miały ogromny wpływ na utrwalenie wiary w Polsce, przesądziły o tym, że w walce o rząd dusz komuniści ponieśli klęskę. To, że Polska jest dziś krajem katolickim, rozstrzygało się u stóp Królowej Polski. Potem, gdy wprowadzano posoborowe reformy, geniusz Wyszyńskiego sprawił, że nowinki z Watykanu nie zdemolowały pobożności Polaków. Reformy, umiejętnie i z wielką delikatnością aplikowane, nie spowodowały takich wynaturzeń, jakie miały miejsce w wielu diecezjach zachodniej Europy. Jest jeszcze jedna okoliczność, którą należy przypomnieć. Proces beatyfikacyjny ciągnie się latami, ponieważ napotyka ogromne trudności.

Dekret o heroiczności cnót przycina i zamyka wszelkie spekulacje, pogłoski, oskarżenia o rzekomy antysemityzm kardynała. Większość intryg, inspirowana przez komunistów w latach PRL, ale i później, odbywała się niestety przy aktywnym zaangażowaniu środowiska „Tygodnika Powszechnego”. Po śmierci prymasa Wyszyńskiego w „Tygodniku Powszechnym” odbyła dyskusja z udziałem m.in. Haliny Bortnowskiej i Stefana Wilkanowicza, który niejako recenzując dzieło Prymasa, stwierdził, że teraz „czeka nas trudny etap oczyszczania chrześcijaństwa z pogańskich naleciałości”. Po latach okazało się, że obie te osoby były zarejestrowane jako tajni współpracownicy SB.