Koloniści z ośrodka w Poddąbiu zaczęli uskarżać się na gorączkę, wymioty, biegunkę i bóle brzucha w poniedziałek. Pierwsze z dzieci do szpitali w Słupsku, Bytowie i Miastku trafiły jeszcze wieczorem tego samego dnia.

Jak poinformowała dzisiaj rzecznik słupskiego sanepidu Henryka Kisiel, obecnie w szpitalu w Słupsku hospitalizowanych jest 10 dzieci oraz po troje w szpitalach w Miastku i Bytowie. Ogółem chorych z różnymi objawami było 45. Niektórym, jak powiedziała rzecznik, wystarczyła pomoc medyczna na słupskim oddziale ratunkowym lub w samym ośrodku kolonijnym, bez konieczności umieszczenia na oddziałach szpitalnych.

Słupski sanepid nie ma jeszcze wyników z próbek materiału biologicznego chorych. "Na tę chwilę nie możemy powiedzieć, jaki czynnik etiologiczny spowodował zachorowania u dzieci" – powiedziała rzecznik.

Nie wykluczyła, że wyniki "szybkich testów" mogą być znane jeszcze w środę, ale "jeżeli potrzebny będzie posiew, to wyników dziś nie będzie".

"Obecnie nie możemy powiedzieć, by w ośrodku były nieprawidłowości, które mogłyby przyczynić się do zachorowań dzieci; ale wymazy są pobrane, badanie wody również jest w toku, więc dopiero uzyskując wyniki, będziemy mogli się wypowiedzieć w tej sprawie" – dodała rzecznik słupskiego sanepidu.

Kontrola ma wyjaśnić, czy w kolonijnym ośrodku w Poddąbiu doszło do zatrucia pokarmowego i co było jego przyczyną, czy jednak wymioty, gorączkę i biegunkę spowodowała infekcja wirusowa.