Nie jest dobrze, kiedy osoby starsze wychodzą ze  spektaklu wystawianego w  Muzeum Powstania Warszawskiego w  ramach oficjalnych obchodów rocznicy. Nie jest dobrze, kiedy matki są  zawiedzione, że  przyszły z  dziećmi, z  góry zakładając, że  skoro muzeum wystawia spektakl, to  z  pewnością dlatego, by  przybliżyć dramaty powstania i  uczcić jego ofiary. A  zarówno starsi widzowie, jak i  rodzice mieli prawo założyć, że  pod adresem Grzybowska 79 na  początku sierpnia zobaczą to, co  godne powstania i  jego ofiar.

Scenariusz Natalii Korczakowskiej i Michała Bajera odwołuje się do starożytnych Aten, w  których bohaterem narodowym jest dzielny wojownik Ajas, uczestnik wojny trojańskiej. Mężczyzna dozna jednak wielkiej kompromitacji. W  zemście za  nieokazanie bogom należnej im czci Atena wywołuje u  niego problemy ze  wzrokiem. Wojownik zamiast armii wroga zabija bydło. Pewnie dlatego spektakl rozpoczyna się przeraźliwym rykiem zabijanej zwierzyny. Jednak Ajas to  też współczesne osiągnięcie technologii wojskowej. Hybryda człowieka i  cyborga. Obu Ajasom Korczakowska postanawia poświęcić swój spektakl, tworząc „dzieło”, w którym emocje są  tylko na  scenie, a  konkretnie są  grane przez aktorów. I  nic z  nich nie wynika. Bełkotliwe przedstawienie, którego dramaturgia ma  się opierać głównie na  wyciu cierpiącego bydła i  wyciu cierpiącego Ajasa, donikąd nas nie prowadzi. Jako zapalniki użyte są  hasła: „tupolew” (choć bez powodu i  bez kontekstu) oraz „brat nienawidzi brata – to  najlepszy temat, ludzie to  uwielbiają”. Mimo kilku metaforycznych i  absurdalnych nawiązań do  Powstania Warszawskiego spektakl nie ma  z  nim wiele wspólnego. Może na  szczęście?

Lepiej będzie, jeśli MPW przestanie sięgać po miałkie opowieści (można wspomnieć choćby nieudany spektakl Krystyny Jandy pt. „Pamiętnik z  Powstania Warszawskiego” w  2014 r.), a  skupi się na tym, co  potrafi robić najlepiej.