Czy ktoś mógł go szantażować lub wywierać na niego jakąkolwiek presję w związku z tym, że był członkiem rady nadzorczej spółki powiązanej z mafią pruszkowską? Sprawę szerzej opisywałem w październiku 2017 r. na łamach „Gazety Polskiej”. Nikt oficjalnie się do tego nie odniósł, nie było żadnych komentarzy. To tym bardziej zaskakujące, że Tomasz Sz. związany z tą firmą w styczniu br. trafił do aresztu w związku ze sprawą tzw. gangu przebierańców, czyli fałszywych pracowników służb specjalnych. Był on jedną z kilku osób, które doskonale wiedziały o kłopotliwej tajemnicy Krzysztofa Bondaryka. Dziwnym trafem to właśnie po objęciu przez generała stanowiska szefa ABW Sz. najpierw rozpoczął współpracę z agencją, a potem kontynuował ją już z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym.