Działacze PO stoją na manifestacjach ramię w ramię z tymi, którzy trzymają transparenty „Czas na sąd ostateczny” – to jest ich przekaz pokazywany w zaprzyjaźnionych stacjach. Przy przegranej w parlamencie, absencji własnych wyborców na protestach eskalacja agresji wydaje się im być może sposobem na walkę z PiS. Najwyraźniej dążą do fizycznej konfrontacji i przemocy na ulicach. Strategia nienawiści PO doprowadziła już do mordu politycznego, gdy były działacz PO zamordował pracownika biura PiS w Łodzi. Po tej sprawie jednak nikt w Platformie nie wyciągnął żadnych wniosków. A może przeciwnie – wyciągnął i dąży do jej powtórzenia. Upadek PO przestaje być komiczny, zaczyna budzić grozę.