Byliśmy w centrum Aten, więc bezpośrednio tego nie doświadczyliśmy. Ale nawet gołym okiem można było zaobserwować to, co dzieje się w pobliżu. Byliśmy na plaży, gdy zaczęło robić się ciemno, a słońce – zaćmione przez chmurę dymu i popiołu – zrobiło się jakby czerwone

– relacjonował na podkatowickim lotnisku w Pyrzowicach pan Andrzej, który wypoczywał w Grecji z rodziną.

Początkowo wydawało nam się, że idzie jakaś wielka chmura, ale to była smuga dymu czy popiołu ze spalonych samochodów i tego wszystkiego, co tam się paliło (…). Szło to górą, więc było czym oddychać, ale popioły już spadały

– dodał turysta, oceniając, że dla wielu poszkodowanych Greków pożary to wielka tragedia.

Wiemy, że jest bardzo dużo zniszczonych budynków i hoteli; nie jest łatwo to wszystko oglądać. Te wrażenia i przeżycia już we mnie pozostaną, nawet jeśli mnie osobiście to nie dotknęło

– mówił pan Andrzej, oceniając, że w samych Atenach życie nie jest w żaden sposób zdezorganizowane, nie widać też skutków wprowadzonego przez władze stanu wyjątkowego.

Ludzie są spokojni, samochody normalnie jeżdżą, życie się toczy. Przy dużych marketach zbierane są już pieniądze, towary, ubrania dla poszkodowanych; wiadomo, że wielu ludzi straciło wszystko

– dodał podróżny.

Inny turysta, pan Mariusz, dotarł w pobliże Aten we wtorek, promem z jednej z greckich wysp. Jak relacjonował, pożary absorbowały uwagę niemal wszystkich Greków płynących promem. W Atenach turysta nie odczuł skutków tragedii.

Wczoraj powietrze było już bardzo przejrzyste, nie było żadnego dymu. Trzeba wziąć pod uwagę, że to jest wschodnie wybrzeże, a wiatr był wschodni – odwrócił się i zawiewał w drugą stronę. Moim zdaniem w pewnym sensie uratowało to sytuację

– powiedział pan Mariusz, wyrażając współczucie z powodu dramatu, jaki spotkał Greków, a także dwoje Polaków, którzy stracili życie podczas ewakuacji z jednego z hoteli.

Rejsowym samolotem linii Wizz Air z Aten przyleciało w środę około południa do Katowic blisko 200 osób. Niemal wszyscy spośród tych, którzy chcieli na lotnisku rozmawiać z reporterami, relacjonowali, że bezpośrednio nie odczuli żadnego zagrożenia.

Bardziej panikowali nasi bliscy w Polsce; my dzięki Bogu wróciliśmy szczęśliwi i zadowoleni. Trudno jednak nie czuć żalu, że zginęło tyle osób

– mówiła podróżująca z rodziną pani Monika.

My byliśmy z drugiej strony Aten, więc to do nas nie docierało, chociaż widzieliśmy latające samoloty, chyba wojskowe; rezydenci nas uspokajali, bardziej nasi bliscy w Polsce martwili się o nas

– dodała turystka.

Inny podróżny, który odwiedzał mieszkającą w Atenach rodzinę, mówił, że Grecy sporo dyskutują obecnie nie tylko na temat skali dramatu, ale także tego, dlaczego nie udało się uratować wszystkich ludzi z terenów dotkniętych pożarami.

Z obserwacji przedstawicieli podkatowickiego lotniska nie wynika, by ostatnie pożary zmniejszyły zainteresowanie lotami do Grecji. Porannym samolotem linii Wizz Air wyleciało 196 pasażerów, na bieżąco odbywają się też rejsy czarterowe na greckie wyspy. W ub. roku z Pyrzowic do Grecji poleciało w sumie ok. 430 tys. osób, głównie czarterami.

We wtorek na skutek pożarów w pobliżu Aten zginęło co najmniej 79 osób, a 187 odniosło rany. Bilans ofiar może rosnąć; liczba osób zaginionych wciąż nie jest jasna.

Grecki minister ds. porządku publicznego Nikos Toskas oświadczył dziś, że prawie wszystkie pożary, które od poniedziałku szalały w Grecji, głównie w regionie Attyka w pobliżu Aten, ale również m.in. w Koryncie i na Krecie, już są pod kontrolą.

Wśród zabitych są całe rodziny z dziećmi. W wyniku pożarów zginęło między innymi dwoje Polaków - zatonęła łódź, na której była matka z synem po ewakuacji z hotelu na terenach zagrożonych pożarem. Dwoje Polaków było mieszkańcami miejscowości Wysoka koło Wadowic.

Większość ofiar to ludzie, którzy z powodu pożarów zostali uwięzieni w swoich domach lub samochodach; pozostali utonęli w morzu, uciekając przed płomieniami. Ogień zniszczył wiele budynków i wymusił ewakuację kilku miejscowości. W Grecji ogłoszono stan wyjątkowy i trzydniową żałobę narodową.

Tegoroczne pożary w Grecji są jednymi z najtragiczniejszych w skutkach w Europie w XXI wieku. Liczba ofiar przekroczyła już liczbę osób, które zginęły w licznych pożarach na Półwyspie Peloponeskim z 2007 roku; zginęło wówczas około 70 osób i spaliło się 200 tys. hektarów lasów i pól uprawnych.