Podczas sobotniego spotkania z mieszkańcami Gdyni jedna z mieszkanek powiedziała do Karczewskiego, że przed Sejmem ustawiane są barierki i to jest wstyd. - Proszę pani, barierki, żeby świry tam się nie dostawały i żeby nie szkodziły - odpowiedział wówczas marszałek.

Na dzisiejszej konferencji prasowej Karczewski podkreślił, że na spotkaniu w Gdyni była bardzo duża grupa osób, która "dość skutecznie" przeszkadzała w jego prowadzeniu, były okrzyki i wyrywanie mikrofonów.

- To zła praktyka, to taka praktyka, która nie powinna mieć miejsca, powinniśmy pracować i rozmawiać, prowadzić dialog w spokoju. Sam bardzo często apeluję o wzajemny szacunek, o to, żebyśmy pamiętali, że nie należy nikogo narażać na złe, zbyt daleko idące określenia - powiedział marszałek Senatu.

- I sam w takim skrócie myślowym użyłem zbyt pochopnie tego określenia - tłumaczył.

Jak mówił, są osoby, które "uporczywie, wbrew wszelkim zakazom, wbrew logice usiłują dostać się na teren parlamentu".

- Zawsze apeluję i będę apelował o to, aby ta debata i spór odbywały się na niższym poziomie emocji. W tym przypadku sam uległem tym emocjom i dałem się ponieść. I wszystkich tych, którzy niesłusznie poczuli się dotknięci tym skrótem myślowym, przepraszam - powiedział Karczewski.

Podkreślił, że sytuacja polityczna jest napięta i politycy powinni zabiegać o uspokojenie emocji.